Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 568 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 51020

Lubię to

Kategorie

O pomysłowym Chińczyku i urzędnikach znad Wisły

piątek, 31 maja 2013 0:09

W telewizorze pokazywali Chińczyka, który sam sobie z dość prymitywnej protezy ręki zrobił całkiem porządną. Co więcej, zaczęli do niego przychodzić inni nieszczęśnicy, którzy stracili ręce i im też poprzerabiał prymitywne protezy na całkiem porządne. Niech no urzędnicy z Narodowego Funduszu Zdrowia dowiedzą się o tym pomysłowym Chińczyku, to całkiem możliwe, że osoby, które straciły ręce czy nogi będą dostawały zamiast porządnych protez informację, że jest taki filmik w Internecie i można sobie samemu protezę skonstruować. Dzięki temu NFZ będzie miał oszczędności i będzie mógł wypłacać wyższe pensje swoim urzędnikom, wyższe nagrody i zatrudni jeszcze więcej swołoczy. Ale składki na te wszystkie ZUS-y itp. zostaną utrzymane, wiadomo.

 

 

 

Wiadomo też, że jeden potrafi więcej, drugi mniej. Możliwe jest więc, że jakiś pomysłowy mieszkaniec kraju nad Wisłą postanowiłby, wzorem owego Chińczyka, domowym sposobem konstruować porządne protezy. A wtedy, co za raj dla urzędasów! Zaraz można byłoby go ukarać za prowadzenie działalności gospodarczej bez rejestracji i opodatkować go i jeszcze ukarać za ukrywanie dochodów i doliczyć karne odsetki i zrobić kontrole, a jakby się odwołał do sądu, to ileż radości miałby niezawisły sąd z ukarania delikwenta i dołożenie mu „kosztów sądowych” czy jak to tam się nazywa!

 

 

Przecież nieszczęśnik nie mógłby liczyć, tak jak np. minister Sławomir Nowak, który nie wpisał do oświadczenia majątkowego zegarka czy tam czegoś, że wykazaniem jego niewinności zajmie się, aż prokuratura. Niestety, jednych prokuratury tropią i razem z sądami pakują do pudła, a innym wystawiają certyfikaty niewinności. Ci tropieni, to zwykle osoby prowadzące działalność gospodarczą, które ze swoich podatków utrzymują państwo. Ci drudzy, to ci, którzy na państwie żerują i to bez najmniejszego skrępowania, jakby im od społeczeństwa należał się haracz.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Templariusze, zboczeńcy i Żydzi

czwartek, 30 maja 2013 0:38

Głównym bohaterem powieści jest młody templariusz Guillem de Montclar - uczeń doświadczonego szpiega pracującego dla Zakonu Świątyni. Akcja toczy się w 1265 r i jest, niestety, banalna: oto ów doświadczony szpieg, Bernard Guils ma przewieźć z Ziemi Świętej do Barcelony niewielki, bo z powodzeniem może go sobie zawiesić na szyi i ukryć pod kubrakiem, ale za to bardzo ważny pakunek. Niestety, zaraz po przybyciu do Hiszpanii umiera, ale przy jego ciele nie znaleziono tejże przesyłki. I, oczywiście, jego uczeń zaczyna szukać owego tajemniczego zawiniątka. Szpiedzy szpiegują, mordercy mordują i tak dalej. Może i nie jest to szczególnie oryginalny pomysł na powieść, ale jak podaje wydawca, recenzowana książka jest debiutem literackim Núrii Masot (zgaduję, że w ten sposób odmienia się to imię i nazwisko), urodzonej w Hiszpanii w 1949 r., byłej dziennikarki, której przytrafiło się też „zajmować teatrem”. Obecnie mieszka sobie w Katalonii pisze i maluje. Ale z drugiej strony, autorka nie ma już 16 lat, w swoim życiu zajmował się zawodowo „słowem pisanym”, więc chyba można oczekiwać, że czytelnik otrzyma produkt z „górnej półki”.


Tak jednak nie jest. Masot w Cieniu templariusza powtarza wielokrotnie pojawiające się w powieściach, opowiadaniach, filmach itp. motywy, schematy, jak zwał tak zwał, a więc są dzielni rycerze, zdrada dokonana wiele lat temu, która wymaga zemsty, mistrz i jego uczeń, dobrzy i źli bohaterowie, dobra prostytutka (nie chodzi o jakość usług, ale, że to takie bidne i z gruntu dobre stworzenie), pojawia się też mądry, stary Żyd-lekarz, mowa jest też o prześladowaniach Żydów, których jednak na kartach powieści nijak się nie uświadczy oraz papież zajęty knowaniami politycznymi.

 

Brak oryginalności widoczny jest szczególnie w chwili, gdy autorka wreszcie zdecydowała się wyjawić czytelnikowi tajemnice zawiniątka przewożonego przez Bernarda Guilsa. Gdyby książka została napisana sto lat temu, to można byłoby docenić pomysłowość, odwagę czy coś tam jeszcze, ale niestety na to w XXI wieku Masot liczyć nie może. Oto stary templariusz miał za zadanie przywieźć z Ziemi Świętej pergamin z informacją, że podczas wykopalisk prowadzonych w Jerozolimie odnaleziono ciało Jezusa oraz dokument informujący, iż był bandytą, za co został ukrzyżowany. Masot opublikowała swą książkę już po sukcesie Kodu Leonarda da Vinci, więc cóż, wypadałoby napisać, coś co przyćmiłoby dziełko Dana Browna. Spodziewałem się czegoś więcej, np. że znaleziono jakąś „księgę” należącą do Starego Testamentu, która informuje, że Jahwe rozeźlony na naród wybrany oświadcza, że Żydzi przestają być narodem wybranym. To byłoby coś! A tak, w przededniu odnalezienia przez archeologów ciała Chrystusa z Jego odręcznym pismem, w którym zapewnia, że Bogiem nie był ani trochę, „tajemnica” obmyślona przez Masot sprawie wrażanie, najdelikatniej mówiąc, banalnej.

 

  Masot podjęła próbę stylizowania języka, na taki, w jakim w obiegowej opinii mówili ludzie w średniowieczu. Być może w ten sposób starała się przywołać „ducha epoki”. Obawiam się, że okazało się to zabiegiem chybionym, niestety dialogi brzmią sztucznie. Kilka razy informacje, które aż prosi się o przedstawienie w formie dialogów, podaje niczym wykład z katedry akademickiej, tak jest np. przy opisie portu w Barcelonie.


Pochwalić można Masot za to, że na kartach recenzowanej powieści nie ma ani jednego wulgaryzmu, tak mi się przynajmniej wydaje. Taką decyzje w naszych czasach trzeba docenić. Ale stała się też zadość nowoczesność, według zasady Bogu świeczkę a diabłu ogarek: w książce pojawia się kilku homoseksualistów, którzy jak widać nie tylko podbijali Dziki Zachód, o czym oznajmił światu pewien amerykański film, ale też knuli szpiegowskie intrygi w XIII wieku.

 

Dawno, dawno temu, w szkole uczono mnie, że w recenzji powinna pojawić się informacja czy piszący ową recenzje poleca książkę czytelnikom. Cóż zrobić? Czytałem gorsze, czytałem lepsze. Można i tę przeżyć, ale, żeby polecać, co to, to nie.




Núria Masot, Cień templariusza, Warszawa 2005, ss. 341, 1 nlb.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Będą wyduszać z nas jeszcze więcej pieniędzy

czwartek, 23 maja 2013 3:16

Chciałem skreślić kilka zdań i wrzucić je na bloog, ale nie za bardzo mogłem obmyślić temat wpisu. Tonący brzytwy się chwyta, wobec tego zajrzałem na wydanie internetowe Gazety Wyborczej. Niestety, niczego godnego skomentowania tam nie znalazłem, same głupoty.

 

Może jedynie warto odnotować, jak to się Unia Europejska szykuje do wyduszania z nas kolejnych pieniędzy. „Według wyliczeń Komisji Europejskiej kraje UE tracą przez nieuczciwych podatników około biliona euro rocznie. - Przywódcy oczekują, że ministrowie uzgodnią nie później niż do końca czerwca zestaw narzędzi szybkiego reagowania, by rządy mogły walczyć z oszustami podatkowymi - powiedział Van Rompuy” – przeczytałem na stronie gazety, której nie jest wszystko jedno, a przynajmniej kiedyś nie było.

 

Warto przytoczyć komentarz pod tą informacją internauty o pseudonimie anemusek, który zauważył, że „»Kraje Unii Europejskiej tracą przez nieuczciwych podatników około biliona euro rocznie«. A uczciwi podatnicy tracą na nieuczciwych krajach UE (w szczególności ich rządach) 15 bln rocznie i tym należałoby się zająć w pierwszej kolejności”.

 

Nie wiem ile podatnicy tracą na nieuczciwych rządach krajów UE, ale tok rozumowania pana anemuska jest niewątpliwie prawidłowy.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

O policjantach, Planie 6-letnim i ministrze Rostowskim

piątek, 17 maja 2013 0:15

W miejscowości, w której mieszkam jakiś czas temu aresztowano policjantów pod zarzutem, że to niby brali od kierowców łapówki. Jak tam było nie wiem i jak sprawa skończy się też nie  wiem. Jeśli jednak mógłbym w czymś doradzić policjantom, to tyle, żeby powołali się na przykład Beaty Sawickiej, która mimo, że wzięła całą torbę forsy w ramach korumpowania się to nie jest winna ani trochę. Ale może to nie najlepsza rada, bo sądy nie działają zgodnie z prawem, ale na rozkaz. Jaki rozkaz dostaną taki wydadzą wyrok. Nie wiem tylko czy również w ramach rozkazu dostają uzasadnienie wyroku, ale chyba tak jest o czym może świadczyć to, co nagadał ten sędzia z resortowej rodziny, który orzekał w sprawie słynnego już chirurga. Ale czort z nimi wszystkimi. Wracajmy do policjantów.

 

Jak wspomniałem, policjantów aresztowano pod zarzutem korupcji. A czego się panowie komendanci główny, wojewódzcy, powiatowi, szef MSW itp. spodziewali? Gdy kończyłem szkołę średnią to do policji przyjmowali tylko po znajomości i nie ważne było czy mały i garbaty, aby miał plecy. Nie sądzę, żeby od tamtego czasu coś się zmieniło. Skoro ktoś w nieuczciwy sposób został zatrudniony to co tu się dziwić, że w nieuczciwy sposób postępuje. Raz uczestniczył w szwindlu, jakim było przyjęcie go do pracy (te wszystkie rzucania piłką lekarską i rozmowy z panią psycholog, podczas których pani psycholog włazi pod stół i szczeka) to dlaczego ma nie uczestniczyć w drugim, trzecim i czwartym szwindlu tym razem w pracy? To po pierwsze, a po drugie ryba psuje się od głowy.

 

Skoro była grupa przestępcza z Komendzie Głównej Policji, co to zdaje się przetargi ustawiała, to dlaczego policjant z małego miasteczka ma sobie odmawiać paru stów? Co więcej, taki policjant jeden z drugim może i brał łapówki, ale nie zdradził Polski czego nie można powiedzieć o tych politykach, których mordy ciągle zmuszeni jesteśmy oglądać w telewizorze. A zdrada państwa to chyba poważniejsza sprawa niż korupcja w policji w małym miasteczku i nikt tych dziadów nie tropi, nie wsadza do pierdla i nie wiesza.

 

A teraz z innej beczki. Doktor Łukasz Kamiński, obecnie prezes IPN, zajmował się oporem społecznym w Polsce w latach 1944-1948. W swojej pracy doktorskiej zaproponował bardzo szeroką definicję oporu społecznego. Najogólniej można powiedzieć, że za opór społeczny w państwie totalitarnym uznał takie dziania, które obiektywnie lub subiektywnie szkodziły władzy. Według niego formami oporu były więc wówczas i strajk i antykomunistyczny napis w toalecie i obijanie się w fabryce itd. Dla ścisłości zaznaczę, że nie uznał za formy oporu zjawisk kryminalnych. Ale czy łapówka w III RP to zjawisko kryminalne, raczej norma postępowania, wystarczy popatrzeć na rządzących.

 

Biorąc pod uwagę tendencję władz do trzymania nas coraz krócej za twarze, tresurę, indoktrynację dzieci w szkole, zgony „bez udziału osób trzecich”, obowiązywanie w sferze publicznej tylko jednej, europejskiej, ideologii itd. można powiedzieć, że jeśli nie żyjemy w państwie totalitarnym to zbliżamy się do tego ideału. I jeśli uwaga ta jest słuszna to stawia ona w zupełnie innym świetle policjantów biorących łapówki. Oczywiście pod warunkiem, że policjanci nie wymuszali łapówek, tylko brali, że tak napiszę, z inicjatywy wręczających w zamian za odstąpienie od czynności.

 

Oto bowiem działania i tych dających i tych biorących jawią się jako forma oporu społecznego. Pamiętajmy, że minister finansów zaplanował sobie ogromne korzyści z karania kierowców mandatami. Sabotowanie wykonania planu ministra Rostowskiego jest podobne do sabotowania wykonania Planu 6-letniego za komuny. Po drugie, policjanci pozwolili uniknąć kierowcy pewnie dotkliwszej kary (bo inaczej po co by kierowca dawał łapówkę) np. mandatu i kolejnych punktów karnych, których pewna ilość powoduje utratę prawa jazdy. Zaznaczmy też, że obok karania np. za spowodowanie wypadku, wymuszenie pierwszeństwa, wyprzedzanie na pasach, przepisy nakazują karać kierowcę za brak gaśnicy, zapiętych pasów, ubezpieczenia, czy jazdę bez świateł w dzień. Posiadacz samochodu pewnie by takich obowiązków nakładanych na kierowcę potrafił wymienić więcej.

 

Wychodzi na to, że wspomniani policjanci, to nie straszni przestępcy, ale tacy mniej więcej ludzie w mundurach, jak ci żandarmi niemieccy ze starych filmów, którzy w pociągach jadących z prowincji do Warszawy brali pieniądze od podróżnych w zamian za przymykanie oka na przewożone kiełbasy, balerony i inne fragmenty świni. Bez tego przemytu, możliwego pewnie dzięki łapówkom, w Warszawie byłoby mniej żywności, a więc byłoby gorzej, a nie lepiej. A co więcej, bez łapówek dawanym carskim paru więcej powstańców styczniowych powędrowałoby na Syberię. A jak już pisałem nadchodzą takie czasy, że miejsce uczciwych ludzi będzie albo w lesie, albo w więzieniu, więc oby więcej takich funkcjonariuszy państwa, którzy za parę stów odstąpią od czynności służbowych, czy jak to tam się u nich nazywa. Niestety, takie czasy.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

O przydatności obucha

poniedziałek, 13 maja 2013 22:40

Jakiś czas temu w telewizorze mówili o człowieku, do którego przyszedł pan urzędnik, i jeżeli nic nie pomyliłem, to siedział u niego w domu, popijał herbatkę jakiej to sobie zażyczył i wykańczał temu człowiekowi firmę.

 

A trzeba było wziąć obuch do ogłuszania świń, dobrze przymierzyć i solidnie przywalić. A wówczas, żyć nie umierać, domniemanie niewinności, obrońca z urzędu, czego chcieć może więcej przedsiębiorca?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Z życia zbieracza puszek. Odpowiedzi

niedziela, 12 maja 2013 20:33

     Zwykle nie komentuję artykułów, pewnie dlatego, że moje wpisy nie dorównywałyby komentarzom innych. Poza tym, artykuł powinien obronić się sam. Ale czasem, choćby z powodu wielu życzliwych wpisów, Czytelnikom pewne odpowiedzi się należą. A skoro nie w formie komentarzy, tylko artykułu, to trudno, jakoś to i Czytelnicy i admin chyba przeżyją. Poza tym nie ma obowiązku czytania, jeśli na kogoś działam niczym środek wymiotny o natychmiastowym działaniu, to po co tu zagląda? A więc zaczynajmy!

 

 

        Staram się napisać „coś większego” co było jednym z powodów, że przestałem zajmować się publicystyką. Najzwyczajniej nie starczało mi czasu, żeby pisać o tych durniach, co przy korycie. Piszę powieść (prawie skończyłem, ale całość trzeba jeszcze długo szlifować), której akcja toczy się podczas Konfederacji Barskiej. Głównymi bohaterami są konfederat barski, król Stanisław August Poniatowski i dość ładna, młoda kobieta. Dopiero w trakcie pisania wyszło, że to powieść z pogranicza fantastyki historycznej, horroru, thrillera,możekryminału, może jeszcze czegoś, nie znam się na tym za dobrze. Pisanie o współczesność nie idzie mi dobrze. Szanse na wydanie książki są prawie żadne, więc proszę się nie obawiać, że przeze mnie dojdzie do nowego powstania. Zresztą nie taki jest cel powieści.

 

 

        Nie wiem czy pomyliłem związek przyczynowo-skutkowy ze współwystępowaniem. Byt kształtuje świadomość, jak powiedział Karol Marks, więc co tu ode mnie wymagać. Logiki nikt mnie nigdy nie uczył, ani nawet krytyki źródeł! I to przez 9 lat tzw. studiów. Dyplomu, tego ostatniego, też nie mam, nie odbierałem, bo za to kazali zapłacić, a ja nie kupuję dyplomów. „Swój rejon”, to moje określenie terenu po którym zbieracz zwykle robi obchód. Faktycznie, może to niezbyt fortunne sformułowanie, skoro tak naprawdę każdy może tam zbierać. Łapek nigdy nie naduszałem, więc „łapka w dół” nie jest ode mnie.

 

 

        Nie wiem czy kolejny komentarz był mnie czy nie, ale potraktuję go „jak swego”. Otóż nie mam zamiaru mazać się. Artykuł leżał pewnie gdzieś od jesieni. Przypomniało mi się o nim, gdy w telewizorze zaczęli pieprzyć o kolejnym złodziejstwie jakim będą opłaty za wywóz śmieci.

 

 

        Teraz tak, czy w artykule Z życia zbieracza puszek jest faktografia czy beletrystyka. Część "nowych znajomych" to jednak koledzy ze szkoły podstawowej. Przez nich poznałem następnych, ale mówię im tylko „cześć”. Chyba raz uciąłem sobie dłuższą rozmowę ze zbieraczem-hobbystą z sąsiedniej wioski na nielegalnym wysypisku śmieci, tym samym, na którym zaliczyłem porażkę z tym drutem. Utrzymywał, że kiedyś znalazł tam kilka rowerów, które zataszczył do domu. Muszę jednak zaznaczyć, że oni zajmują się, oprócz zbierania złomu, wieloma różnymi zajęciami. Z zawodowcami (takich prawdziwych w miejscowości, w której mieszkam jest chyba tylko dwóch) jednak nie mam kontaktu, oni mają swój świat i trzeba to uszanować, bo jeszcze pomyślą, że się z nich nabijam czy coś. A jeden z nich chodzi z haczką, którą rozpruwa worki ze śmieciami, więc lepiej nie ryzykować, bo mogę dostać po łbie i po co mi to?

 

 

        Śmietniki są rzeczywiście zamykane, to, że jedni podrzucają śmieci drugim to też prawda, podobnie jak to wszystko co pisałem o skupach złomu i cenach za puszki. Niechęci ze strony kolegów i ich kolegów-zbieraczy rzeczywiście nie odczułem, a swój fach przed zawodowcami (i w ogóle przed ludźmi) staram się ukrywać. Z tym drutem to niestety prawda, i to prawda, że pytają o historię, np. o Hitlera. I to prawda, że całymi dniami nie myszkują za złomem, w takiej małej mieścinie byłaby to utrata sił nie rekompensowana ilością żywności jaką można byłoby sobie kupić za to co się znajdzie. Zaznaczmy, żeby było jasne, bo może kogoś to ciekawić, tak klasycznie to w śmietnikach nie grzebię, żebym podchodził, otwierał kubeł i grzebał tam. Bo mi wstyd! Ale puszki (nie tylko po piwie jak napisałem, sporo jest po napojach) to oczywiście zbieram, zgniatam itd. Przed zwykłymi ludźmi moje zajęcie staram się ukrywać, bo nie ma się czym chwalić.

 

 

        To, że nie wolno mi pracować w swoim zawodzie, to ironiczne określenie sytuacji, że o możliwości wykonywania zawodu nauczyciela, wykładowcy akademickiego i wielu, wielu innych, decyduje przynależność do sitwy, która dzieli miejscami przy korycie. Kto nie należy do sitwy temu nie wolno wykonywać danego zawodu.

 

 

        Po jakiego grzyba poszedłem na studia? Pewnie dlatego, że chciałem i było mi wolno. Budowa raczej odpada. Stan zdrowia już nie taki dobry. A historią się nie zajmuję ani w dzień ani wieczorami, bo i jak? Zajmowanie się historią to siedzenie w archiwach, czytelniach i innych miejscach gdzie można znaleźć źródła i opracowania do badanego tematu. To, że czytam taką czy inną książkę z zakresu historii to jeszcze nie zajmowanie się historią. Aha, zapomniałbym napisać, pracowałem kiedyś jako pracownik fizyczny działu produkcji. Co prawda na świadectwie pracy mam „pracownik techniczny”, ale to nic nie zmienia. Nie jest więc tak, że uparłem się, żeby pracować tylko w swoim zawodzie i nic innego mnie nie interesuje.

 

        Osły rządzą, to niewątpliwe. Ale intelektualistą nie jestem. Raz, że do prawdziwego intelektualisty to mi bardzo dużo brakuje, a po drugie tym określaniem nazywa się w Polsce różne świnie. Przykładem jest list, nazywany przez media „listem intelektualistów i artystów”, podpisany przez stado wieprzy w obronie miejsca przy korycie głupiej krowy, która wyraziła się wulgarnie o papieżu. Wiem, że to jednak miał być komplement, więc dziękuję. Najwyższy Czas! zaliczył mnie do inteligencji, ale to kojarzy mi się z inteligencją pracująca czyli bardzo źle. Z dyplomami, tytułami, itp. niech się obnoszą ci, którzy potrzebują zaświadczenia, że nie są durniami, ja nie potrzebuję.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

O tym, że ludzie mogą zmądrzeć

czwartek, 09 maja 2013 0:46

W telewizorze pokazali Polaka, który po tym, jak osiadł w Anglii, ku swojemu zdziwieniu, zaczął uznawać się za polskiego patriotę. No nie wiem, czy kupowanie górali z drewna to zaraz patriotyzm, ale od czegoś trzeba zacząć.

 

Ta zmiana wcale mnie nie dziwi. Przestał człowiek czytać Wyborczą, oglądać TVP, TVN, Polsat, gdzie narażony był na wysłuchiwanie mądrości i Tomasza Lisa i Jacka Żakowskiego i Kuby Wojewódzkiego, przestał słuchać audycji radiowych prowadzonych przez Monikę Olejnik, a mówiąc bardziej ogólnie przestał docierać do niego przekaz medialny manipulowany przez ubeków to i stał się normalny.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

O kibicach, Michniku i Cyrankiewiczu

środa, 08 maja 2013 1:49

Z telewizora dowiedziałem się jakie to strasznie groźne popowstawały w Polsce gangi wśród kibiców piłki nożnej i jak pracowicie policja z nimi walczy. Jak tam jest tak jest, ale coś mi się wydaje, że organa ścigania zaczęły ową przestępczość zauważać dopiero po tym, jak kibice Legii Warszawa wywiesili ogromny transparent wzorowany na stronie tytułowej Gazety Wyborczej ze zdjęciem Adama Michnika z papierosem w twarzy i podpisem: „Szechter przeproś za ojca i brata”.

 

 

Można powiedzieć, że środowiska kibiców piłki nożnej wydają się dotąd nie spacyfikowane przez władze. A to pojawiały się napisy „Donald matole twój rząd obalą kibole”, a to kibice Lechii Gdańsk wywiesili transparent z napisem wskazującym, iż pan premier Donald Tusk nigdy nie był, nie jest i nie będzie kibicem Lechii Gdańsk, co przeczy jedynie słusznej prawdzie, iż Donek od urodzenia był kibicem Lechii i nawet z tej okazji wymyślał samodzielnie różne przyśpiewki kibicowskie o czym opowiadał redaktor Wołek. Jak tam w samodzielność pana premiera nie za bardzo wierzę i z tym kibicowaniem i przyśpiewkami było pewnie tak samo, jak z umiejętnościami Tuska pracy na dużych wysokościach. Kibice Wisły Kraków zrobili oprawę z hasłem: „Lepiej kraść niż robić oprawy, sąd będzie bardziej łaskawy”.  Tej aluzji to chyba tylko pan premier nie zrozumie.

 

 

Na trybunach stadionów pojawiają się też oprawy patriotyczne. Między innymi kibice Śląska Wrocław zdaje się w tamtym roku, na parę dni przed świętem żołnierzy wyklętych wywiesili ogromny transparent z napisem: „Partyzancka Armio Wyklęta - Śląsk Wrocław o Was pamięta”. Imponująco prezentowała się oprawa na stadionie we Wrocławiu z okazji, zdaje się, rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 – go Maja w 2012 r. Wielkimi literami wypisane były hasła: „Bohaterów naszej ojczyzny pamiętamy!” A niżej: „Narodowe Siły Zbrojne, Armia Krajowa, Wolność i Niezawisłość, Bataliony Chłopskie, Konspiracyjne Wojsko Polskie”. Obok na wielkiej płachcie napis: „Morderców narodu polskiego znamy!” i poniżej nazwiska tychże i jeżeli dobrze wypatrzyłem na pierwszym miejscu widniało imię i nazwisko: „Stefan Michnik”, przypomniano nazwisko Szechter i doprecyzowano, że chodzi o brata Adama. A niżej m. in. Anatol Fejgin i Salomon Morel. A poniżej transparent z napisem: „bo Oświęcim przy nich, to była igraszka – Rot. W. Pilecki”. I do tego prawdziwy Biały Orzeł a nie ptaszydło z czekolady co to delektował się nim pan prezydent Komorowski, biało-czerwone flagi, polski hymn, skandowanie haseł: „Chwała bohaterom”, „Bóg, Honor i Ojczyzna”. Czekoladę zje się i wysra, a za pewne wartości czasem nadstawia się głowę i pewnie dlatego nadal Polska istnieje. A za czekoladę nikt parzcież głowy nie nadstawi i pewnie o to panu prezydentowi i tym, którzy go tresują chodzi. „Niech mówią, że klęska, że czcić nie należy. Śląsk Wrocław jest dumny z powstańczych żołnierzy” na biało-czerwonych barwach, niżej zdjęcie powstańca, kotwica, 1944, Powstanie Warszawskie – taka była treść oprawy z okazji kolejnej rocznicy Powstania Warszawskiego.

 

 

Na filmikach w Internecie można znaleźć mnóstwo innych patriotycznych opraw meczów i tych z dużych miast i, szczególnie wzruszające, z tych mniejszych. Pełno biało-czerwonych flag, Białych Orłów i nawiązań do historii Polski, a to „17.09. 1939 Czwarty rozbiór Polski”, cytat z Romana Dmowskiego, ten o obowiązkach polskich, „Katyń 1940”. „R.I.P. Smoleńsk 10. 04. 2010”, „Poznań’56”, na biało czerwonym tle „Dulce et decorum est pro patria mori”, i wiele nawiązujących do Powstania Warszawskiego. Jest też dużo symboli i haseł antykomunistycznych: „Precz z komuną”, „Lepiej być martwym niż czerwonym”, i antykomunistyczna symbolika, a to przekreślony sierp i młot, a to przekreślony pupilek lewicy Che Guevara i wiele, wiele innych. Nie wątpię, że te treści rażą tych wszystkich Europejczyków, lewicowców, modernizatorów i całą to swołocz. Dużo z nich jest co prawda również głoszona przez władze, bo komuny nikt już nie wychwala, życiorysy zaczynają się od 1989 r., ale gdy rządzący oddają cześć żołnierzom wyklętym, to wiadomo, że robią to na niby, a tego już o kibicach powiedzieć się nie da.

 

 

Od razu widać, że ci kibice to bandyci, których powinno się przykładnie ukarać zgodnie ze słowami Józefa Cyrankiewicza z 1956 roku: „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciwko władzy ludowej, niechaj będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”. Swoją drogą historycy, którzy zajmowali się propagandą komunistów w Polsce zwracają uwagę na tzw. proces kryminalizacji wroga, czego najbardziej jaskrawym przykładem było przedstawianie żołnierzy wyklętych jako zwykłych bandytów. Nie dajmy się więc nabrać na wszystko to, co słyszymy i co pokazują nam w telewizorze i z powodu paru typków nie nabierzmy niechęci do całego środowiska.

 

A gdyby tak kibice postępowali po linii partyjnej, to na pewno pan policjant z panią prokurator i „niezawisłymi sądami” trzymaliby się od nich z daleka. Tak, jak trzymali się z daleka choćby od Amber Gold do czasu, aż ludzie zaczęli dobijać się do oddziałów tej firmy, żeby odzyskać zainwestowane pieniądze. Żeby było jasne, bandytów nie bronię, ale niech policja ich ściga dlatego, że popełniają przestępstwa, a nie dlatego, że dostali zlecenie od partii. A telewizja niech zajmie się patrzeniem władzy na ręce a nie uczestnictwem w propagandowych spektaklach. Ale to nie u nas.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Krowa tańsza od mądrali

wtorek, 07 maja 2013 0:49

Jak to mówią, nieszczęścia chodzą parami. Nie dość, że obchody Dnia Flagi władze III RP zorganizowały w sposób uwłaczający dla Polaków, to jeszcze zaczęło mnie brać przeziębienie. Przesiedziałem więc cały dzień w domu, uczytałem trochę książki, o której to w swoim czasie napiszę kilka słów i naduszałem na pilocie różne przyciski, co skutkowało, że natrafiłem na program telewizyjny „Hala odlotów” na TVP Kultura, TVP Polonia lub podobnym. W tym programie stadko mądrali siedzi i gada. A, że posługują się nowomową, to nie za bardzo można się zorientować o czym to tak owe stadko gada. Dopiero po tym, że często padało słowo „bunt” domyśliłem się, że siedzą i gadają o buncie.

 

 

Zdaje się, że narzekali, że ludzie się już nie buntują. I kto to mówił? Chyba wszyscy osobnicy w tym programie ciągną kasę od państwa lub samorządów, w każdym bądź razie od podatników, a nie zajmują się uczciwą pracą. Jak nie wykładowca ASP, to doktorantka na Uniwersytecie Warszawskim, jak dziennikarka muzyczna (nie wiedziałem, że coś takiego istnieje!) radiowej trójki, to baba z „Krytyki Politycznej”, które to czasopismo jest dotowane przez państwo, albo ktoś kto organizuje festiwal, który też przecież się za darmo nie zorganizuje i tym podobne. Oni na pewno nie będą się sprzeciwiać władzom, buntować, protestować, bo są na garnuszku władz. Jak podskoczą władzy, to im władza da kopa w cztery litery i będą musieli klepać biedę, a do tej jeden z drugim nie jest przecież przyzwyczajony. I najwyraźniej dobrze to rozumieli, bo jak jeden, taki kudłaty i w kapeluszu, wychwalał pana premiera Donalda Tuska i pana prezydenta Bronisława Komorowskiego, to pozostali gorliwie kiwali głowami.

 

Co charakterystyczne, nie udało mi się dostrzec różnic w stanowiskach rozmówców. Nawet nie napiszę, że „pięknie się różnili”, bo w niczym się nie różnili. I chyba taka jest przyszłość tego typu programów: gadające głowy, które posługują się nowomową, wychwalają władze, gadają to samo, świadome, że mają służyć władzy a nie prawdzie, zupełnie jak za komuny tej sprzed 1989 r. Ciekaw jestem czy telewizja zapłaciła im za udział w programie, bo jeśli tak, to może lepiej byłoby sfilmować stado krów na pastwisku, które by sobie ryczały. Program nie ucierpiałbym pod względem intelektualnym, krowy po sposobie ryczenia też trudno odróżnić, a może taniej by to podatnika wyszło.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

O "aferze" na SGGW

poniedziałek, 06 maja 2013 23:20

W telewizorze znaleźli aferę. Polegać ma ona na tym, że podczas wyborów miss studentek Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego studentki prezentowały się panom profesorom w „seksownych strojach”, a rok później na „seksownych zdjęciach”. Gdyby dziennikarze przyjrzeli się funkcjonowaniu wyższych szkół to znaleźliby prawdziwe afery.

 

Jak pamiętam z czasów, gdy miałem wątpliwą przyjemność być studentem, to szacowna Alma Mater nie miała pieniędzy na nic, a przynajmniej tak twierdzili. A tu proszę, władze szkoły wysupłały pieniążki na organizowanie tych prezentacji i sesję zdjęciową, która zdaje się odbywała się w „jednym z ośrodków” uczelni. Jaki pan, taki kram, mówi przysłowie.

 

Studentki SGGW najwyraźniej dobrze wiedzą, że kariera w III RP nie ma nic wspólnego z kwalifikacjami. A jedną z nielicznych szans na karierę daje, nazwijmy to delikatnie, aby nikogo nie obrazić, uroda. A jak ktoś jest niedomyślny, to ujmijmy to inaczej, od oferty usług seksualnych, jakie posiada w swoim CV kandydatka do miejsca przy korycie. Oczywiście, może jeszcze wyjść korzystnie za mąż, ale jak napisał Paul Gauguin w liście do swojego kumpla, małżeństwo to tylko forma prostytucji. To nie te wypinające się w majtkach dziewczyny wymyśliły ten system, one się tylko do niego dostosowały. I skoro uczelnia dała im szansę na korzystne zaprezentowanie się to z tej możliwości skorzystały. Trudno mieć do nich o to pretensje.

 

Inna sprawa, że wybory miss na SGGW potępiają różne postępowe stwory za „seksistowski charakter”. Te same, które nie widzą nic niestosownego w pochodach zboczeńców odbywających się na drogach publicznych, na których widok może być narażony każdy Bogu ducha winny człowiek, który akurat, gdzieś tam w pobliżu się znajdzie. Gdyby na SGGW odbywały się wybory mistera zboczeńców to zgodnie z rozkazem piałyby z zachwytu. Takie to są te łajzy.

 

 Chyba jednak najlepiej będzie, gdy wyższe szkoły będą miejscami zarezerwowanymi dla nauki, a nie dla rozrywki. Tzn. studenci, studentki nich się bawią jak chcą, ale poza uczelnią i na swój koszt, a nie podatnika, który utrzymuje te całe wyższe szkolnictwo. Ale widać już nikomu nie chce się nawet udawać, że uczelnie to nie rodzaj cyrku. A te utytułowane dziadki zamiast siedzieć w pierdlach za fałszowanie dokumentów trzepią sobie kasę i wydaje im się, że są ważni. Może nawet po takich prezentacjach studentek wydaje im się, że są jeszcze ważniejsi, skoro takie ładne dziewczyny wypinają się w ich stronę. I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o wyższe szkoły w Polsce.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

niedziela, 20 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  51 020  

O mnie

Nazywam się Michał Pluta. Od wielu lat bezrobotny z tytułem doktora. Antykomunista, birofil i cyklista, który stara się znaleźć czas, żeby komentować to, co dzieje się w tej biednej Polsce.
Jeżeli zachcieliby Państwo wesprzeć wolne słowo, proszę o wpłatę na konto: 72 1090 2415 0000 0001 0705 7781.
Pozdrawiam!

O moim bloogu

Jest to przede wszystkim bloog społeczno-polityczny omawiający aktualne wydarzenia w Polsce.