Bloog Wirtualna Polska
Są 1 230 054 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 46754

Lubię to

Kategorie

O wygłupach w Teatrze Powszechnym w Warszawie

sobota, 25 lutego 2017 22:42

        Nagle w telewizorze zaczęli gadać o spektaklu w Teatrze Powszechnym pod tytułem Klątwa, którego to reżyserem jest, zdaje się, Oliver Frljić. Przedstawienia oczywiście nie widziałem, bo przecież nie będę z powodu jakichś wygłupów sięgał do pustawej sakiewki i jechał aż do Warszawy zobaczyć, jak tam się bawią za m. in. moje pieniądze.

 

        Właściwe to, co dzieje się w Teatrze Powszechny nie jest godne uwagi, bo gdyby komentować każdą głupotę czy niegodziwość, która przyjdzie różnym osobnikom do łbów (bo wiadomo krowie przyjdzie do łba pójść w szkodę, świni przewrócić ryjem koryto, a kurze znieść jajko gdzieś poza przeznaczonym do tego celu gniazdem), to normalni ludzie nic tylko by komentowali, gdyby nie to, że właśnie… cała ta heca odbywa się za nasze pieniądze.

 

        I można by zakończyć artykuł stwierdzeniem, że w normalnym państwie nie ma powodu, aby władze przeznaczały bezpośrednio czy pośrednio (przez fundacje, stowarzyszenia itd.) pieniądze na tzw. kulturę, czy tzw. sztukę, bo jak nikczemnicy nie rozkradną, to zaraz dorwą się do nich ideologiczni fanatycy i będę ową kulturę czy sztukę wykorzystywać do urabiania mentalności społeczeństwa według swoich, często nienormalnych, wizji. (Jakoś tak wychodzi, że co najmniej od 1944 roku dobrze płacą w Polsce za sranie na Kościół katolicki. I sławetny 1989 rok nic w tym zakresie nie zmienił. Widać Włodzimierze Lenin miał rację mówiąc, że kadry decydują o wszystkim.)

 

        I wówczas bardzo proszę, jeśli ktoś ma kaprys, to niech sobie kupi na wolnym rynku budynek, albo takowy zbuduje, najmie dyrektorów, reżyserów, aktorów, aktoreczki, sekretareczki i resztę pracowników i niech sobie wówczas nawet wymiotuje na scenie, czyli, jednym słowem, niech pełną gębą zajmuje się sztuką, skoro bez sztuki nie może wytrzymać. Bo bawić się za cudze, jest bardzo łatwo.

 

        Ale byłby to koniec artykułu, więc jeszcze się trochę pomęczmy z tematem. Zadajmy sobie pytanie, co wypada a czego nie wypada pokazywać na scenie teatru utrzymywanego z pieniędzy podatników. Nie wiem, ale zawsze w takich sytuacjach można posłużyć się pewnym wytrychem. Oto wyobraźmy sobie, że zamiast figury papieża w spektaklu pojawia się figura rabina, albo zwykłego Żyda i tą figurę wieszają. I już wiadomo, że „takie rzeczy” są niedopuszczalne.

 

        Niech ci wszyscy entuzjaści spektaklu odpowiedzą sobie na pytanie, jak wówczas zareagowaliby. Czy „Iwona Kurz, historyczka kultury nowoczesnej i szefowa Instytutu Kultury Polskiej UW” powiedziałby: „Jeśli ta sztuka jest przeciwko czemuś, to przeciw zakłamaniu”. „Sztuka przynajmniej od czasów awangardy zostawiała sobie pole, by prowokować i pytać o to, o co w innych miejscach nie pytamy. Jeśli Klątwa wywołała skandal, to można powiedzieć, że taka była jej rola”.  „Klątwa posługuje się figurami, nie jest wycelowana w konkretne postaci czy religie…”. Coś mi się wydaje, że wówczas tej babie, utrzymywanej z naszych podatków, prędzej pociekłoby po nogach, niż wypowiedziałaby podobne zdanie. A teatr by pewnie zamknęli, dyrektorowi, reżyserowi, aktorom, publiczności sąd dowaliłby wyroki więzienia za antysemityzm i to bez zawiasów, Gazeta Wyborcza, TVN itd., rzucałyby gromy na „tradycyjny polski antysemityzm” a prezydent musiałbym przepraszać Izrael i społeczność żydowską. Ale na Polaka, księdza, papieża można srać ile wlezie i biada tym, którym się to nie spodoba. Jak już wspomniałem, co najmniej od 1944 roku dobrze płacą za szkalowanie Kościoła katolickiego i słynny 1989 rok w tej kwestii nic nie zmienił.

 

        W sprawie spektaklu oświadczenie wydał, kolejny osobnik utrzymywany z naszych podatków, dyrektor Teatru Powszechnego Paweł Łysak. W owym oświadczeniu czytamy: „Spektakl ma na celu pokazanie różnych ideologicznych postaw i oddanie głosu różnym stanowiskom”. No to w takim razie czy ja mogę też podjąć się reżyserii jakiejś sztuki w teatrze, w którym dyrektoruje Paweł Łysak? Mój spektakl też by pokazał różne ideologiczne postawy, a co więcej, byłby, żeby posłużyć się słowami pana dyrektora, oddaniem głosu rożnym stanowiskom, w tym wypadku różnym od stanowiska warszawki, półświatka chałturników uczepionych naszych pieniędzy, lewaków i tym podobnych. Ale nic z tego, kasę na kulturze, na sztuce, w tym na teatrach mogą kosić tylko oni, a my musimy za to płacić i to dwa razy. Najpierw swoimi, odebranymi nam, podatkami, a później, jak ktoś chce sobie taki teatr odwiedzić, choćby po to, żeby zobaczyć ja takie coś wygląda wewnątrz, to jeszcze musi zapłacić za bilet.

 

        Czy jeszcze można mieć wątpliwości czy kultura, sztuka opłacana z naszych podatków jest nam potrzebna?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

O projekcie Maluch plus i innych durnotach

niedziela, 05 lutego 2017 22:15

Nie wiem czy jest jakaś durnota, której nie popełnił, albo gotów jest nie popełnić rząd pani premier Beaty Szydło. Mam nadzieję, że jest. Ale czy aby na pewno, skoro pani premier wraz z panią minister rodziny, pracy i polityki społecznej, Elżbietą Rafalska, zapowiedziały program Maluch plus. Jak czytam na stronie ministerstwa, „to program wspierający rozwój instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 – żłobków, klubów dziecięcych i dziennych opiekunów, w ramach którego można otrzymać dofinansowanie nawet do 80 proc. kosztów projektu”.

 

Widać rząd po zagonieniu w kozi róg Włodzimierza Putina, odzyskaniu Krymu dla Ukraina, przywitaniu wojsk amerykańskich na festynach, zaproszeniu prezydenta Donalda Trumpa do Polski i w ogóle po uszczęśliwieniu nas „dobrą zmianą”, nie ma już nic do roboty, jak tylko martwić się, co rodzice zrobią z małymi dziećmi. Ja tam bym wolał, aby tacy rodzice mogli w Polsce uczciwe zarobić tyle pieniędzy, żeby sobie matka, czy tam ojciec, jak tam chcą, mogli bez biedowania siedzieć w domu przez pierwsze lata życia swojej latorośli i niańczyć je, bawić się, wychowywać jak sobie tego życzą. Ale widać rząd pani premier Beaty Szydło uważa inaczej.

 

Sam pomysł, aby państwo, czy tzw. „samorządy” organizowały żłobki, żeby rodzice mogli iść do pracy, przypomina mi sowieckie łagry za czasów Józefa Wissarionowicza Stalina, czyli czasy, gdy np. brat Adama Michnika o imieniu Stefan, robił karierę, podobnie zresztą jak Bronisław Geremek, a Jacek Kuroń wprost nie mógł się nachwalić Chorążego Pokoju. Otóż w takim łagrze, matka musiała koniecznie iść do lasu rąbać drzewo, tak, jakby bez tego zrąbanego drzewa cały komunistyczny świat miał się zawalić, a jakieś baby zajmowała się maluchami. Tak się zajmowały, że dzieci marły z głodu.

 

Ale tym razem pewnie będzie lepiej, choćby dlatego, że Włodzimierz Putin, w ramach represji za mieszanie się Polski w wewnętrzne sprawy Ukrainy, która zresztą wówczas znajdowała się w strefie wpływów rosyjskich, zakazał wwożenia do Rosji polskich jabłek. W efekcie czego, nawet w naszym urzędzie miasta, czasem jabłko można dostać zupełnie „za darmo”. Przynajmniej podobno, bo sam jakoś nie miałem śmiałości sprawdzić, czy rzeczywiście można sobie owe jabłko wziąć, ale pozostaje faktem, że na urzędowym korytarzu stało urzędowe pudełko z urzędowymi jabłkami, których nikt nie pilnował. No wiec będzie można przynajmniej tymi jabłkami karmić dzieci, dzięki czemu rolnicy będą mieli co robić z jabłkami, a nawet jak to, czy tamto dziecko sraczki dostanie, to nie powie się o tym w telewizorze i po kłopocie.

 

W urzędzie pracy, który to regularnie odwiedzam, a który tak naprawdę jest jedynie filią urzędu pracy w sąsiedniej miejscowości, który to urząd tam zajmuje całkiem spory budynek, a urzędników jest dosłownie jak nasrał, naliczyłem tyle co nic tzw. ofert pracy. Z ofertami pracy tak jakoś jest, że niby są, ale jak się zadzwoni, to tak naprawdę nikt ani myśli zatrudniać, ale mniejsza z tym. Tak coś mi się wydaje, że tzw. ofert pracy, licząc nawet z tymi lipnymi, jest mniej niż urzędników zatrudnionych w urzędzie pracy. Co jasno wskazuje jaki jest cel istnienia urzędów pracy: dostarczenie pieniędzy dla krewnych i znajomych oraz kręcenie lodów na tych różnych szkoleniach, dotacjach itd.

 

I gdy słyszę, jaki to kolejny zbawczy program ma rząd pani premier Beaty Szydło, to mi się już zwyczajnie rzygać chce. Pani dyrektor żłobka i pani wicedyrektor przecież nie będą pracowały za 1500 złotych. Do tego urzędnicy nadzorujący, czy tam zawiadujący z ramienia ministerstwa, miasta, powiatu, czy gminy taki żłobek, do tego księgowa, piastunki dla dzieci, czy jak tam się one nazywają, do tego inni pracownicy, a dla każdego nie tylko pensja, ale też premia, trzynastka, czternastka. Do tego ogrzewanie, telefony, media, gotowanie jedzenia, albo zamawianie jedzenia, z którego to zamawiania, a ściślej przetargu, coś tam pani dyrektor przecież uszczknie. I pewnie całkiem sporo innych rzeczy, dzięki którym oni mogą się nachapać, a które to zwykłemu człowieczkowi, takiemu jak ja, który nigdy nie robił na państwowym, nawet do głowy by nie przyszły. W końcu skoro można „otrzymać dofinansowanie nawet do 80 proc. kosztów projektu”, to hulaj dusza, piekła nie ma!

 

Tacy, co od pokoleń robią na państwowym, są niebywale pomysłowi, jeśli chodzi o pretekst, aby wziąć pieniądze. Pomijam już nawet pana prezesa Rzeplińskiego, który tak ciężko pracował, że nie miał nawet czasu wziąć urlop, dzięki czemu wzbogacił się o jakieś 150 tysięcy złotych, ale o pewną panią dyrektor czy wicedyrektor maleńkiej szkoły podstawowej w jednej z okolicznych wsi. Otóż zarzucono jej, a owym zarzucającym był pracownik też sfery budżetowej, więc pewnie wie, jakie to przekręty na urzędach się robi, że autobus przywozi dzieci do szkoły dzieci specjalnie godzinę wcześniej przed lekcjami, aby pani dyrektor czy wicedyrektor mogła sobie wziąć pieniądze za opiekę nad tymi przywiezionymi o godzinę wcześniej dziećmi.

 

I pewnie tak będzie, że te „nowe wspaniałe” żłobki będą kosztowały podatników więcej, niż wyniosą pensje matek zostawiających w nich, dla „dobra dziecka”, swoje maleństwa. 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (0) | dodaj komentarz

niedziela, 26 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  46 754  

O mnie

Nazywam się Michał Pluta. Od wielu lat bezrobotny z tytułem doktora. Antykomunista, birofil i cyklista, który stara się znaleźć czas, żeby komentować to, co dzieje się w tej biednej Polsce.
Jeżeli zachcieliby Państwo wesprzeć wolne słowo, proszę o wpłatę na konto: 72 1090 2415 0000 0001 0705 7781.
Pozdrawiam!

O moim bloogu

Jest to przede wszystkim bloog społeczno-polityczny omawiający aktualne wydarzenia w Polsce.