Bloog Wirtualna Polska
Są 1 230 054 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
29      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 46747

Lubię to

Kategorie

O święcie żołnierzy wyklętych czyli biegi i przebierańcy

poniedziałek, 29 lutego 2016 0:52

Pierwszego marca ma być w tej naszej biednej Polsce, uroczyście obchodzone święto żołnierzy wyklętych.

 

Z tego zapewne powodu, w telewizorze, pokazali polskiego żołnierza, który walczył z komuną o niepodległą Polską po 1944 roku. I zapytali go o to święto. Na co ów odpowiedział, że lekarze dają mu rok życia, po co mi to, lub po co mi to teraz? Dziennikarka szybko wmówiła dziadkowi, że chodzi mu o to, że to święto wprowadzono za późno, ale wcale nie jestem pewien, czy temu polskiemu żołnierzowi o to właśnie chodziło. Albo, czy tylko o to chodziło.

 

Nawet nazwa, żołnierze wyklęci, jest taka sobie. Może dobrze brzmi dla młodych ludzi, którzy lubią słowa łatwo wpadające w ucho, np. Doda, Nergal, Margaret. Ale jak kiedyś we Wrocławiu zrobili wystawę poświęconą żołnierzom polskim walczącym po rozwiązaniu Armii Krajowej o niepodległą Polskę, to ci żołnierze oburzali się na określenie żołnierze wyklęci. Mówili, że byli żołnierzami Wojska Polskiego, albo jakoś podobnie, już dokładnie nie pamiętam, bo było to dobrych parę lat temu. I może lepiej ich nazywać żołnierzami Wojska Polskiego niż żołnierzami wyklętymi? A może najzwyczajniej ich zapytać o zdanie, w końcu podobno jest wolność, demokracja i w ogóle wszystko co najlepsze.

 

Ale wróćmy do tematu, komu potrzebne jest to święto? Dziadkom nie za bardzo, jak się okazuje, ja tam parę książek w życiu przeczytałem i też tego święta nie potrzebuję, komu więc? Może dzieciom w szkole, żeby zamiast pierwszej lekcji był apel? Ale szkoły opanowane są przez potomków osobników, z którymi żołnierze wyklęci walczyli, więc szkolnych uroczystości nie należy się spodziewać. Zresztą, to może nawet i lepiej, bo biorąc pod uwagę poziom umysłowy nauczycieli i ich ideologicznych ojców, to pewnie uroczystości szkolne ograniczyłyby się do uczczenia ubeka ubitego „strzałami zza węgła”.

 

Niestety, wydaje się, że najbardziej na hucznych obchodach święta żołnierzy wyklętych zależy tym, który obmyślili sobie, że na żołnierzach wyklętych można zarobić, bo to muzeum, bo to wystawa, bo to imprezy, bo to, bo tamto. Zdaje się, że żołnierze wyklęci nie pobierali żołdu, więc może ci wszyscy, którzy kręcą się wokół tego święta, też by pieniędzy nie brali? Ale to tak, jakby złodziejowi mówić, że co prawda włamałeś się do cudzego domu, ale nic nie zabieraj. Jeżeli oni, ci wszyscy, którzy teraz gęby wycierają sobie żołnierzami wyklętymi, biorą, w jakiejkolwiek formie, za „kręcenie się” wokół tematu żołnierzy wyklętych pieniądze, które zabierane są podatnikom, to nie mają nic wspólnego z żołnierzami wyklętymi, ale mają coś wspólnego z Urzędem Bezpieczeństwa, bo też są ciężarem dla społeczeństwa.

 

Oczywiście, nie tak wielkim ciężarem, ale jednak. Jednych i drugich musi utrzymywać społeczeństwo, zmuszone do tego przemocą lub groźbą użycia przemocy. (Niech no ktoś nie wypełni PIT-a a zaraz mu Urząd Skarbowy kary dosoli!) A państwo zabrane ludziom pieniądze wydaje m. in. na utrzymanie różnych osób, raz są to ubecy, a raz pracownicy IPN, jakiegoś muzeum, czy „organizatorzy”. Komunizm ewoluował, raz był bardzo krwawy, jak np. za Stalina, innym razem trochę śmieszny, jak np. za Gierka, ale zasada pozostała ta sama, mówiąc najbardziej ogóle, jedni (okupujący) żyją kosztem drugich (okupowanych). Tak jest i teraz.

 

Wolałbym aby pieniądze przeznaczone na uroczystości, muzea, wystawy, biegi itd. trafiły do tych dziadków i babek, którzy walczyli z bronią w ręku o niepodległą Polskę, żeby chociaż ostatnie swoje lata spędzili żyjąc na godnym poziomie. (Oczywiście wolałbym, aby zabrać pieniądze ubekom i dać żołnierzom wyklętym, ale nie można zabrać pieniędzy ubekom, bo niezależnie od opowiadanych bajek, jak to Solidarność wygrała z komuną przy okrągłym stole, to ubecy wygrali, więc nie można.) Ale tego się nie doczekam. Doczekałem się 200 zł na głowę dla resortowych dzieci pracujących w służbach podległych Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, a doczekam się muzeów, biegów i przebierańców, szkoda, że nie występów cyrkowych.

 

Jak w takim razie uczcić żołnierzy, którzy walczyli z bronią w ręku o nieodległą Polskę po rozwiązaniu AK? Zwyczajnie, obalić komunę i odzyskać niepodległość. Ale komunę obalić nie tak łatwo. A w ogóle, po co, jak się jest przy korycie walczyć o coś innego, niż o największe dochody? Bo to zawsze ryzyko, że jak się będzie komuny na poważnie czepiało, to komuna jednego z drugim niedzielnego patriotę obali i co taki jeden z drugim będzie robił, puszki po rowach, tak jak ja, zbierał? Po co to komu, skoro można ryj zanurzyć w forsie zabranej podatnikom? Z odzyskaniem niepodległości też nie jest im po drodze. Unia Europejska przecież tyle pieniążków podobno nam daje, z których przecież zawsze, ten co przy korycie, może coś dla siebie uszczknąć. I jak to tak, wbrew stanowisku partii?

 

Wiem, wiem, dla młodych ludzi, ktoś powie. Ale nie wiem, czy młodzi ludzie potrzebują kolejnego święta, koszulek z napisem wilk, biegów itd., czy też państwa, które będzie ich państwem i z którego nawet nie pomyślą, aby się wynieść, bo nigdzie poza Polską tak im dobrze nie będzie? Co wy na to, hę?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

O cackaniu się z Bolkiem

sobota, 27 lutego 2016 18:10

Wczoraj, podczas oglądania telewizora, bardzo się uśmiałem. Oto bowiem okazało się, że prokuratura IPN, z urzędu, wszczęła dochodzenia, czy aby teczka Bolka nie była fałszowana. Pretekstem do podjęcia tej wiekopomnej inicjatywy, znacznie lepszej i pewnie bardziej dochodowej niż zbieranie stonki ziemniaczanej czy makulatury, było to, że Bolek po raz kolejny opowiedział jakąś bajeczkę, że to niby esbecy fałszowali jego donosy, żeby mogli brać pieniądze. Ha, czyli wychodzi na to, że jednak wszystko co miał w domu, te pralki, telewizory itd. miał dzięki wygranej w totolotka, czy tam, w zależności od wersji, w zakłady piłkarskie. No to niech teraz zagra, zobaczymy czy też wygra, czy będzie miał figę z makiem. Bo gdy był Bolkiem, to cały czas wygrywał i wszystko kupował dzięki tym wygranym.

 

To bardzo ciekawe, że Bolek, siedząc gdzieś tam za granica, opowiada jakąś bzdurą, a prokurator IPN od razu podejmuje działania. Ale gdy moja skromna osoba, dla jaj, bo po cóż innego, napisała do prezesa IPN list, w którym opisałem jak się przyjmuje po znajomości pracowników w oddziale IPN we Wrocławiu, przedstawiłem mechanizm tego procederu i napisałem, że fałszują dokumentację, to oczywiście nikt żadnego śledztwa nie wszczął, żaden prokurator ani nikt inny. Dostałem odpowiedź, że sprawa została skierowana do Wrocławia, czyli do tych, co to przyjmują po znajomości, fałszują dokumentację itd., pewnie żeby usprawnili mechanizm, a nie tak ordynarnie zatrudniali krewnych i znajomych. Widać prokuratorzy nie dostali rozkazu więc siedzieli, pili kawkę, herbatkę, ćmili papieroski. Ale gdy tylko dostali rozkaz zrobienia z Bolka ofiary systemu komunistycznego, to od razu wzięli się do roboty. I jeszcze im za to płacą z naszych podatków, dostaną za to emerytury też z naszych podatków, jeszcze rodziny poutykają na stołki utrzymywane, oczywiście, też z naszych podatków! Widać są bardzo ważni. Oczywiście nie dla nas, bo po co nam jacyś prokuratorzy IPN, ale dla systemu, który jak widać trzyma się całkiem dobrze.

 

W każdym bądź razie, dokumenty przejęte w willi generała Czesława Kiszczaka są bezpieczne w IPN-ie. Tak przynajmniej twierdzi pracownik IPN, taki w okularkach. Tymczasem Lech Kowalski, który w swoim czasie napisał biografię i generała Wojciecha Jaruzelskiego, w której to zresztą zarzucił panu generałowi, że podczas II wojny nigdy osobiście nie poprowadził rozpoznania, sugerując w ten sposób, że był tchórzem i biografii generała Czesława Kiszczaka, w telewizorze powiedział, że jest jakaś straż IPN, co to chodzi po korytarzach w nocy i pilnuje teczek, żeby tam nikt niepowołany nie zajrzał. I w tej straży jest mnóstwo osobników, że tak powiem resortowych. To mnie wcale nie dziwi. W końcu powołali ten cały IPN nie po to, żebyśmy dowiedzieli się, co w tych teczkach jest, ale aby oni nadal mieli esbeckie archiwa pod kontrolą, a my, żebyśmy myśleli, że teraz to już na pewno będzie lepiej.

 

Kilkanaście lat temu, gdy byłem na tych śmiechu wartych studiach, spotkałem pewnego dnia kolegę. Mniejsza o szczegóły, bo to autentyczne wydarzenie, a pewnie sobie on nie życzy, abym o tym pisał. Ale trudno, przyjacielem Platon, przyjacielem Sokrates, ale największą przyjaciółką prawda, czy jakoś tak. No i na pytanie co słychać, zacząłem marudzić, jak to Polak, że powstanie listopadowe przegrane, powstanie styczniowe przegrane, germanizacja, rusyfikacja, pierwsza wojna, druga wojna, komunizm, a w dodatku, trzeba cięgle kserować książki, bo trudno je zdobyć. On na to, jakiej ci książki potrzeba? Pewnie coś tam powiedziałem w stylu, że i tak nie będziesz miał, bo to fachowe prace wydawane w małym nakładzie. A on na to, że jego tato pracuje w czymś w rodzaju ochrony w jednej z dużych bibliotek i może mi przynieść co tylko chcę. Pewnie podobnie jest w IPN. Ale pracownikowi IPN, temu w okularkach, co to deklarował, że dokumenty przejęte w willi generała Kiszczaka są bezpieczne, że już być bardziej bezpieczne nie mogą, tego nie wolno wiedzieć. A nawet jeśli wie, to mu za nic tego powiedzieć nie wolno, bo go by zaraz z roboty wywalili z wilczym biletem i, tak jak ja, zbierałby po rowach puszki po piwie.

 

Na zakończenie. Musi być bardzo ważny ten Bolek, skoro tak się z nim cackają. Gdyby chodziło o byle donosiciela, to nie powoływaliby „biegłych grafologów”, tylko od razu współpracownik SB i tyle. I ciekawe, czy go wybronią, zrobią z niego ofiarę systemu komunistycznego, co to przez płot skakał, żeby obalić komunizm. Bo chyba wszystko do tego zmierza. A to nam powie, kto Polską tak naprawdę rządzi. Czy, jak to ujął w swoim czasie Jan Olszewski, cytuję z pamięci, czyja jest Polska. A swoją drogą, śmiesznie to Kiszczak obmyślił, czyż nie?


Podziel się
oceń
1
1
Tagi: Bolek

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pożytki z obserwacji buldoga, cz. II

poniedziałek, 22 lutego 2016 0:11

Rozpoznałem drania z daleka. Mała, pokraczna postać w granatowej kurteczce. I oczywiście z kundlem na smyczy. Dla tego pierwszego przewidziałem nóż, dla tego drugiego gaz pieprzowy. W parku kręciło się parę osób i co chwila srało psami. Będą świadkowie, ale nie było plutonu ZOMO. Nie było więc źle.

Starałem się iść spokojnie, nie rozglądałem się, lekko się przygarbiłem, miałem wyglądać jak ktoś, kto chce wyłudzić papierosa, albo poprosić o ogień.

Podszedłem do dziadygi. Byłem pewien, że to on, ale, żeby zadośćuczynić formalnościom, zapytałem:

- Czy pan Dawid Baumann?

Nie doceniłem starego capa. Widać odebrał dobre szkolenie w NKWD! Spojrzał na mnie bystro spod krzaczastych ślepiów i sięgnął do kieszeni. O jasna cholera! Z pewnością miał pistolet! A wyglądał na takiego zdechlaczka, co to już jedną nogą jest w grobie i w którym każdy staw trzeszczy. Planując akcję nawet nie pomyślałem o tym, że mógłby się bronić.

Przyskoczyłem do dziadygi i dałem mu kopa w jaja. Kwiknął niczym wieprz zarzynany tępym nożem i zgiął się wpół. Zauważyłem, że w łapie trzymał nagana. Chwyciłem więc za broń i zacząłem nią kręcić na wszystkie strony. W końcu, po tym, gdy solidnie mu pochrupało w kościach, wypuścił spluwę. Dałem mu jeszcze jednego kopa w jaja i sięgnąłem po gaz. Ten jego cholerny kundel zdążył już solidnie wgryźć się w moją łydkę. Dostał szprycą po ślepiach, zawył i popędził w jasną cholerę. Miałem nadzieje, że wpadnie pod samochód. Prawie nowe spodnie poszły w diabły!

A jakby tego było mało, ten mały, półzdechły staruch, zaczął zmykać! Ale na nic przydało mu się pospieszne przebieranie koślawymi kulasami. Dopadłem go zanim przebiegł pięćdziesiąt metrów, dałem haka i pieprznął ma mordę aż miło. Wydobyłem nóż. Byłem zdecydowany zakończyć sprawę jednym pchnięciem.

Ale ten cap musiał wszystko utrudniać. Przeturlał się na plecy i błyskawicznym ruchem sięgnął do kieszeni. Tym razem, ku mojej uldze, po portfel.

- Dam ci wszystkie pieniądze. Ale zostaw mnie.

- O kiedy to jesteśmy na ty? – zadrwiłem z gada.

- Czego chcesz? – zachrypiał i wytrzeszczył ślepia.

- Stul pysk kurwi synu. Zaraz się dowiesz.

Ku mojemu zdumieniu zamknął się. Widocznie dała o sobie znać dyscyplina zaszczepiona podczas służby w NKWD.

- Sąd polowy przy oddziale Skrzetuskiego wydał na ciebie łajzo, wyrok śmierci – powiedziałem.

- Jaki sąd? Przy kogo? Jakiego Skrzetuskiego. O czym ty mówisz?

- Zamknij ryj.

- Oddam ci wszystko co mam. Nie rozumiesz, co mówię?

- Sram na ciebie i na wszystko co ukradłeś– rzekłem i najpoważniejszym tonem, na jaki mogłem się zdobyć wygłosiłem formułkę. – Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej.

Zawył rozpaczliwie. Żeby go uciszyć, dałem ku parę kopniaków po gębie. Co prawda przestał pruć ryj, ale całego buta uświniłem sobie juchą. To już druga strata jaką poniosłem podczas wykonywania wyroku, najpierw kundel tego zasrańca poszarpał mi łydkę i spodnie, a teraz miałem buta uwalanego w posoce. Pieprzonej policji będzie łatwi mnie znaleźć. Ale, jakby to powiedział Juliusz Cezar, przekroczyłem Rubikon.

- Nie masz prawa – wydusił z siebie. - Od wydawania wyroków są sądy, a nie takie gady jak ty!

- Nie studiowałem prawa – oparłem.

Gdy wykonywałem wyrok śmierci wydany na tego starego durnia w 1947 roku, zazdrościłem tym, którzy żyli podczas II wojny. Oni mieli broń palną i mogli wykonywać wyroki w sposób bardziej estetyczny, naciskali cyngiel, pocisk trafiał delikwenta i po krzyku. Gdzieś tam w trawie leżał pistolet należący do tej kreatury, ale nie miałem czasu go szukać. Jeszcze by mi uciekł i dopiero by się narobiło. No więc sposób wykonania wyrok był dość obrzydliwy, najzwyczajniej poderżnąłem starego capa zupełnie jakby był ogłuszoną świnią, to znaczy przeciąłem tętnice i poczekałem aż się wykrwawi. A później poszedłem poszukać nagana nieboszczyka.

Leżał na niedawno skoszonym trawniku, tam gdzie go upuścił ten mały skurwiel. Miałem pistolet. Jak przyjdą po mnie, to będę mógł się bronić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pożytki z obserwacji buldoga, cz. I

wtorek, 16 lutego 2016 0:32

- O żesz! – wyrwało mi się gdy tylko spojrzałem na kserokopię dokumentu. Spodziewałem się jakiegoś byle gówna, a tu taka bomba!

- Mówiłem. Wysmarujesz z tego porządne artykulisko. Inwestycja zwróci ci się dziesięciokrotnie – pochwali się.

- O kurwa!

- Nie rzucaj kurwami tylko z kasy wyskakuj. – Rozejrzał się. Przyznam, że wyglądało to jak z jakiegoś filmu o Alku, Rudym i Zośce.

- Jasna sprawa. - Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem złożony w kostkę banknot.

- Dwie stówy miały być! Co ty w chuja grasz? – Zdenerwował się, gdy zobaczył stuzłotówkę i to nie na żarty, bo nawet łapy zaczęły mu się trząść jak u cierpiącego na delirium. Proszę, a taki zawsze był spokojny, opanowany, flegmatyczny, ale gdy przychodziło do pieniędzy, jakby to powiedzieć, inny człowiek.

- Marudzisz – skrytykowałem go. – Masz drugą stówę i jesteśmy kwita.

Obok zatrzymała się jakaś gruba baba z pokracznym kundlem. Pies zaczął srać, a babsztyl zabrał się za gadanie przez telefon.

- Jakbyś miał jeszcze jakąś rewelację to pamiętaj, kupuję.

- Klient nasz pan. - Schował pieniądze do portfela. – Wiesz co, muszę lecieć.

A leć w pizdu, pomyślałem. Pięć lat w jednej ławce na zasranych studiach i ani co u ciebie słuchać, ani chodźmy wydoić piwko, ani nic. Klient nasz pan, jeszcze taki kutas ci powie. Ten świstek papieru powinienem w tym waszym zafajdanym IPN-ie dostać bez żadnego proszenia. Wypisuje rewers na teczkę, jutro jest znaleziona, przyniesiona na stół, czytam ile mi się podoba i nikt nie powinien mordą krzywić. Ale nic z tego, na mafię nie ma rady. Trzeba kupować za dwie stówy kserówkę dokumentu z 1947 roku.

- Rozumiem, rozumiem – zabełkotałem po nosem.

Nawet nie wiem czy coś odpowiedział. Poszedł sobie.

- Kurwa, co za bydło, tak srać ludziom pod nogami – powiedziałem głośno.

Babol coś tam chrumknął pod nochalem i odwrócił się. Ale pies nie tylko nie przestał srać, to jeszcze zabrał się za szczekanie na mnie. Takie zasrane czasy, pomyślałem.

 

***

 

Pewnie poprzestałbym na napisaniu artykułu, który zamieściłbym w internecie i który przeczytałoby co najwyżej trzysta osób, z których połowa i tak nie uwierzyłaby w autentyczność dokumentu, gdyby nie to, że widziałem drania w telewizorze, gdy brzydka i głupawa dziennikareczka prosiła go o parę słów komentarza do jakiegoś wydarzenia, nawet nie pamiętam już jakiego. Ale w każdym bądź razie ten stary dureń narzekał, że demokracja jest zagrożona, że faszyzm podnosi głowę i że budzą się demony antysemityzmu. Oczywiście nie ma znaczenia co on sobie tam pieprzył, ale to, że trzymał w ręku smycz. A skoro miał smycz, to znaczy, że miał psa. A skoro miał psa, to znaczy, że musiał srać gdzieś tym psem. Na podstawie obserwacji buldoga sąsiadów wywnioskowałem, że pies sra dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Rano odpadało, ale wieczór był idealną porą. W końcu była jesień i szybko zapadał zmrok.

 

***

 

Ludzie w czasie wojny mieli łatwiej. Zawsze gdzieś tam można było u jakiegoś szemranego typka kupić pistolet, który ten ukradł, albo kupił od żołnierza niemieckiego, węgierskiego, rumuńskiego, czy esesmana pochodzącego z Francji, Belgii czy Skandynawii. Tak przynajmniej na filmach było. A teraz figa. Nie będę przecież próbował nawiązywać kontaktów ze światem przestępczym, bo raz, że nie wiedziałbym jak się do tego zabrać, dwa, że pewnie by mnie okradli, albo i zabili, a trzy, zaraz by mnie sprzedali policji albo jakimś służbom. Przestępcy muszą z czegoś żyć. Podobnie jak policjanci. A najlepiej im się żyje ze współpracy.

Zaopatrzyłem się więc w nóż kuchenny, długi i z ostrym dzióbkiem. Orzekłem, że na tego starego pierdziela wystarczy.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wizytacja SB u pana prezydenta. Odpowiedzi

niedziela, 14 lutego 2016 13:05

Zamieściłem na Prawica.net artykuł, o tym, jak to UB, czy Informacja Wojskowa, czy jak tam to się teraz nazywa, zmontowało akcję propagandową wymierzoną w prezydenta Andrzeja Dudę. Pretekstem do owej akacji było podpisanie przez prezydenta jednej z ustaw przyjętej przez Sejm. No i spotkała mnie krytyka. Rozumiem, że gdy coś głupiego napisze, to i nawet krytyka mi się należy, ale w tym wypadku zostałem skrytykowany za to, czego nie napisałem.

 

No więc po kolei. Pan Zbrozło poruszył temat teorii spiskowych. Nie znam się na teoriach spiskowych. I nie o tym pisałem. Ale wiem, że u nas sprzątaczką w szkole nie można zostać bez znajomości. Warto więc zastanowić się co takiego trzeba zrobić, żeby pracować w telewizorze i mówić ludziom co mają myśleć. Sylwester Latkowski (mniejsza z nim) w wywiadzie opublikowanym na portalu Prawica.net przytoczył słowa byłego szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Bogdana Święczkowskiego: „W połowie lat 90. w redakcjach polskich mediów funkcjonowali oficerowie pod przykryciem. Nie agenci, ale kadrowi oficerowie UOP pod przykryciem. (…) Po to, żeby werbować, uzyskiwać informacje, żeby wiedzieć. Nie wiem, czy w chwili obecnej wśród dziennikarzy są oficerowie pod przykryciem, ale agentów jest wielu. Zgodnie z prawem zresztą.”

 

Naiwnością jest myśleć, że cała reszta to dziennikarze, których interesuje tylko prawda. Warto też zastanowić się, dlaczego jedne „organizacje pozarządowe” cięgle są w telewizorze i prezydent gości ich w pałacu i się im podlizuje, a na inne kot nawet nie nasra a pies nie obeszcza. W miejscowości, w której mieszkam jest stowarzyszenie biegaczy, ale nawet nie wiem jak się nazywa, w telewizorze nigdy o nim nie mówili, a prezydent to nawet nie wie o jego istnieniu. I nic by nie zmieniło w tym zakresie, gdyby przyszli pod pałac prezydencki, jeśli oczywiście stać by ich było na porzucenie pracy i podróż do Warszawy!

 

Mniej więcej zgadzam się z chłopem jagiem, że „tam są sami swoi a po drugiej stronie są podstrzygani tubylcy”. Pamiętam, że kiedyś znalazłem kilka różnic między PiS a PO, zdaje się, że dwie albo trzy. Jedna była taka, że raczej PiS nie przegłosuje ustawy pozwalającej homoseksualistom brać śluby. Nie jestem natomiast pewien, czy PO by takiej ustawy nie przepchnęło, a przynamniej w jakiś sposób nie otworzyło do zawierania takich „małżeństw” furtki, gdyby sondaże taki ruch podpowiadały. Drugiej i, jeśli była, trzeciej w tej chwili już nie pamiętam. Zawsze to coś. Zauważyłem tylko akcję propagandową z udziałem „organizacji pozarządowych” i o tym napisałem. Chciałem Czytelnikom powidzieć, skąd, moim zdaniem, wyrastają nogi tym wszystkim lubianym przez wiodące media, stowarzyszeniom, fundacjom itp., co to niby walczą o naszą wolność i demokrację. A nie słyszałem, żeby ubekom zależało na dobru Rzeczypospolitej, że tak górnolotnie powiem.

 

Pan Dubitacjusz zapytał czy podoba mi się „ustawa inwigilacyjna”. Nie wiem, nie czytałem ustawy, nie znam się na prawie, języku prawniczym, właściwie to nie znam treści żadnej ustaw i ich przyszłych interpretacji, które będzie robił urzędnik, milicjant i ubek. I, przypomnę raz jeszcze, nie pisałem o ustawie. Odpowiem, niezbyt uprzejmie, pytaniem. A czy Pan, z ręką na sercu, może powidzieć, że sam wpadł na pomysł, żeby ową ustawę określać jako inwigilacyjną, czy tak zasugerował panu telewizor czy inne media? Bo skąd się Pan dowiedział o tej sprawie, z dziennika ustaw czy jak tam to się nazywa? Proszę odpowiedzieć samemu sobie. Nie mnie, bo i po co mi to? Gdyby w telewizorze powiedzieli, że ustawa umacnia demokrację, a organizacje pozarządowe by powiedziały, że nie tylko umacnia demokrację to jeszcze demokracje poszerza, to powtórzyłby Pan to samo?

 

W tym miejscu można się też zastanowić, dlaczego podniesienie wieku emerytalnego przez PO nie wywołało żadnego sprzeciwu mediów, „organizacji pozarządowych” i społeczeństwa, nie powstał ani jeden Komitet Obrony Demokracji, ani nic podobnego, mimo, że ustawa dotyczyła, że się tak wyrażę, bardzo realnie, bo finansów, ogromnej ilości ludzi. A dla przeciętnego człowieka, tak naprawdę, taka czy inna ustawa o służbach nie ma poważniejszego znaczenia, bo i tak służby robią co chcą, co pokazała sprawa inwigilowania dziennikarzy, a po drugie i tak ustawę po swojemu będzie sobie interpretował ubek. Takie ludziki jak ja, niezależnie od ustroju, rządu, ustaw, podlegają władzy miejscowego urzędnika i milicjanta.

 

W każdym bądź razie, ku mojemu zdumieniu, ustawa podoba się panu Tomaszowi Daleckiemu, „bo pisokomuna ją uchwaliła”. Marny to argument. Ale jak to powiadają, każdy jest zadowolony ze swego rozumu. Ja dodam, zupełnie niesłusznie. Moim zdaniem nie ma znaczenia, jaka partia przepchnęła tą czy inną ustawę, tylko oczy ustawa realnie poszerza sferę naszej wolności czy wręcz przeciwnie, ją jeszcze bardziej ogranicza. A właściwie powinienem napisać, nieważne jaka partia uchwala ustawę, tylko czy nam będzie od tego źle, czy bardzo źle. Bo to jednak jakaś różnica.

 

Ponownie zgadzam się z panem Dubitacjuszem, że wprowadzenie jakichkolwiek przepisów, które mogą, powiedzmy nawet potencjalnie, nawet przy użyciu przewrotnej interpretacji czy jak to nazwać, ograniczać naszą wolność, jest niebezpieczne dla nas. Bo nawet jeśli obecny rząd nie będzie wykorzystywał stworzonych mechanizmów, to przecież PiS nie będzie rządził wiecznie, a stworzony mechanizm inni mogą z całą bezwzględnością wykorzystywać. 100% zgody.

 

I to tyle. Tak jakoś wyszło, że zamiast pisać o programie 500 zł na dziecko, tłumaczyłem się z tego, czego nie napisałem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wizytacja SB u pana prezydenta

środa, 10 lutego 2016 2:58

Sejm przyjął jakąś ustawę, prezydent Andrzej Duda ją podpisał i natychmiast wiodące media, jak na rozkaz, rozpoczęły akcję propagandową pod hasłem, że Prawo i Sprawiedliwość wszystkich zainwigiluje na śmierć, albo zrobi coś jeszcze gorszego.

 

Pod pałac prezydencki przyszły sobie jakieś ludki, postały sobie, potrzymały tabliczki z napisami i od razu funkcjonariusze pracujący na odcinku mediów ich sfilmowali i zaraz później owe ludki były w telewizorze. I to nie byle gdzie, ale w głównych wydaniach dzienników telewizyjnych. I to nie jako ciekawostka, prezentowana obok wiadomości, że się kurczak wykluł z czterema łapkami, wójt na zadupiu się opił gorzałką w miejscu publicznym, czy przyleciały bociany, ale jako najważniejsze wydarzenie co najmniej dnia.

 

Gdybym ja sobie postał przed pałacem prezydencki z paroma koleżankami i kolegami, to by pewnie pies z kulawą łapą nie zwrócił na nas uwagi. Co i tak nie byłoby takie najgorsze. Parę lat temu, gdy prezydentem był, zdaje się, Aleksander Kwaśniewski, to jak ktoś chciał sobie poprotestować przed pałacem prezydenckim, to zaraz straż miejska przyszła i wlepiła im mandaty za deptanie trawników, czy tam za coś.

 

No więc kim są owi osobnicy? Okazuje się, że to szefowie i działacze jakichś organizacji, stowarzyszeń, fundacji itp. tworów. To też niewiele wyjaśnia. Dajmy na to, założyłbym sobie jakieś stowarzyszenie i zebrał parę osób, które postałyby chwile przed pałacem prezydenckim z jakimiś hasłami np. „Im mniej urzędników, tym lepiej”, „Obniżcie podatki!”, „Politycy, przestańcie kraść!”. Ale jakoś nie sądzę, aby tylko dlatego media zwróciły na mnie uwagę, a prezydent wpuścił do pałacu i nawet ze mną przy stole posiedział.

 

Widocznie chodzi właśnie o te konkretne, a nie żadne inne organizacje. A dlaczego akurat te są takie ważne, a nie jakieś inne, może nam odpowiedzieć nie kto inny, jak generał Czesław Kiszczak. Co by o nim nie mówić, to przecież głupi nie był i słów na wiatr nie rzucał. Otóż generał Czesław Kiszczak, podczas odprawy kadry kierowniczej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, o celach ministerstwa na rok 1989, powiedział: SB może i powinna kreować różne stowarzyszenia, kluby, czy nawet partie polityczne, głęboko infiltrować istniejące. Gremia kierownicze tych organizacji, na szczeblu centralnym i wojewódzkim, a także na szczeblach podstawowych muszą być przez nas operacyjnie opanowane. Musimy sobie zapewnić operacyjne możliwości oddziaływania na te organizacje, kreowania ich działalności i polityki. W oryginalnym dokumencie jest, o ile dobrze pamiętam, „towarzyszenia”, a nie stowarzyszenia, ale pewnie to literówka.

 

I wszystko staje się jasne. Najzwyczajniej ktoś, i to ktoś ważny, zlecił swoim agentom, przeprowadzenie akcji propagandowej wymierzonej w prezydenta i PiS i akcja została przeprowadzona. Zauważmy, że esbecy przyszli na wizytację do pałacu prezydenckiego i wyszli, zdaje się, niezadowoleni.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Promocja Polski czyli złodziejstwo

czwartek, 04 lutego 2016 21:34

Na Prawica.net zamieściłem artykuł, w którym to nabijałem się z hucznych obchodów we Wrocławiu tej jakiejś Europejskiej Stolicy Kultury, że to durnota, która nic dobrego nie przyniesie. Artykuł skomentowała jedna z użytkowniczek portalu. Zwróciła uwagę, że u Niemców jakaś gazeta aż dwa razy napisała o Wrocławiu i nawet w telewizorze o grodzie nad Odrą poszwargotali w onym, jak to pan Zagłoba powiedział, psim języku.

 

Zdaje się, że chodzi o to, że to jest jednak jakiś sukces, że gdzieś tam za granicą o Wrocławiu powiedzieli czy napisali.

 

No cóż... gdyby tak np. pan prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz i podlegli mu urzędnicy płci męskiej wykastrowali się, a urzędniczki się wysterylizowały, czy jak tam to się u kobiet nazywa, to na pewno o tym nie tylko u Niemców, ale może i we Francji by powiedzieli. I w dodatku byłoby to tańsze, nawet gdyby ufundować owe zabiegi w najlepszej klinice weterynaryjnej w III RP, niż te całe durnoty z tą stolicą europejskiej kultury. Albo gdyby tak zwolniono choć połowę urzędników we Wrocławiu, to byłaby sensacja na całą Unię Europejską! Choć pewnie by ten przykład podawano w „prasie, radiu i telewizji” ze zgrozą, jak to demokracja jest zagrożona, jaki to faszyzm, jak to trzeba Polskę doprowadzić do porządku choćby niemieckimi czołgami. Ale, jak to powiadają, dobrze czy źle, byle z nazwiskiem!

 

Swoją drogą, we wrześniu 1939 roku, o Polsce w gazetach w całej Europie pisali, ale naprawdę nie wiem czy nie lepiej, żeby nie pisali i żeby Niemcy i Sowieci nas nie zaatakowali. Albo, żeby tak urzędnicy przestali wszystko załatwiać tylko po znajomości, według zasady, swojemu 10 milionów bezzwrotnej dotacji, a innemu figa z makiem. Co prawda, wtedy w Europie by zrzędzili, że we Wrocławiu nawet konsulat Niemiec nic nie może załatwić u władz miasta, ale może mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska by skorzystali? Ale mniejsza z tym.

 

W te wszystkie promowania polskich miast czy Polski nie za bardzo trzeba wierzyć. Już parę razy w telewizorze głosili jakie to korzyści będzie miała Polska z tej czy innej imprezy, a to z mistrzostw Europy w piłce nożnej, a to mistrzostw świata w siatkówce, to znowu z mistrzostw Europy w piłce ręcznej. Zawsze na to z budżetu trafiają miliony, a nam wciskają ciemnotę, że impreza się udała, że sukces, że promocja Polski i takie dam głupoty. A tak naprawdę chodzi o te miliony, które klika, która organizuje owe imprezy rozgrabia między siebie. I po to są te imprezy. Albo się takie rzeczy wie, albo nic na to nie poradzę.

 

Podobnie było z jakimś dziadkiem przywleczonym jakoby z Ameryki, który miał tak wypromować Polskę i „polskie marki”, że od razu miało się wszystkim poprawić i być znowu jak za Gierka. Klika, która go podesłała pewnie zgarnęła parę milionów, dziadek wsiąkł i tyle z tego wyszło. Wygląda więc na to, że w tym wszystkim prawdziwe były tylko pieniądze.

 

Taki urzędnik, prezes czy ktoś podobny ma pensję, premię, nagrodę,  trzynastkę, czternastkę niezależnie od tego czy siedzi czy leży. Więc co innego może go skłonić do tego, żeby wstał z fotela i przeszedł się np. na otwarcie imprezy. Tylko gruba forsa. Tacy to się po 1000 zł nie schylą. No, chyba, że im ktoś przyniesie w kopercie, czy jak tam teraz się daje łapówki, to wezmą, ale i tak sprawy nie załatwią, bo 1000 zł to za mało. No, bo co to dla takiego byka te parę groszy? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że oni zmarnują dziesięć milionów, żeby ukraść milion. Lepiej więc dawać im te miliony i niech nic nie robią (np. jak tylko wejdą do ratusza, to ich łapać, zamykać w kiblu i wypuszczać po ośmiu godzinach), bo to taniej wyjdzie.

 

Na koniec niczego optymistycznego nie napisze. Bo i nie ma co. Warto jednak przestać być naiwnymi durniami, których wszyscy w koło nabijają w butelkę i jeszcze każą się z tego cieszyć.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

niedziela, 26 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  46 747  

O mnie

Nazywam się Michał Pluta. Od wielu lat bezrobotny z tytułem doktora. Antykomunista, birofil i cyklista, który stara się znaleźć czas, żeby komentować to, co dzieje się w tej biednej Polsce.
Jeżeli zachcieliby Państwo wesprzeć wolne słowo, proszę o wpłatę na konto: 72 1090 2415 0000 0001 0705 7781.
Pozdrawiam!

O moim bloogu

Jest to przede wszystkim bloog społeczno-polityczny omawiający aktualne wydarzenia w Polsce.