Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 568 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 51042

Lubię to

Kategorie

O policji, pedofilu i bułce

poniedziałek, 12 października 2015 0:17

Jeszcze nie wysechł atrament na papierze, na którym napisałem artykuł, w którym krytykowałem policję, a tu policjanci napadli na człowieka, bo ten nagrał telefonem interwencję policjantów, żeby mu ten telefon odebrać. Potwierdza to moją opinię o nich, że są organizacją zbrojną o charakterze zbrojnym, której celem jest, podobnie jak za komuny Milicji Obywatelskiej, trzymanie społeczeństwa za pysk, żeby ani ręką ani nogą nie kiwnęło przeciwko władzy ludowej, żeby władza ludowa nie musiała tej ręki czy nogi osobiście odrąbywać. I oczywiście biznesem. Bo przecież każdy policjant ma swój biznes. Jak nie wymuszenia, to łapówki, jak nie przekręty z ubezpieczeniami, to ustawianie przetargów, jak nie oszustwa na paliwie do radiowozów to… i tak dalej i tak dalej.

 

Wiadomo świń nigdzie nie brakuje. Ale, żeby chociaż trochę karali policjantów za popełnione przestępstwa. Ale gdzieżby tam! Państwo zdaje egzamin i wszyscy, jak jeden mąż, bronią takich przestępców w mundurach bardziej niż niepodległości. I rzecznik prasowy policji i komendanci i prokuratury i sądy. Wiadomo, członkowie tej samej mafii stają za sobą murem. Bo każdy z nich robi jakieś szwindle i dlatego nie widzi powodów, aby za to karać. I co w takiej sytuacji pomyśleć o pani premier Ewie Kopacz, która policjantom obiecała podwyżki. Naiwna, durna czy gotowa do każdej niegodziwości?

 

Tymczasem rząd pani Ewy Kopacz odniósł kolejny sukces, oto już niedługo w szkolnych sklepikach będzie można kupić bułki, które to jeszcze parę dni temu, ten sam rząd, tej samej pani premier, stanowczo zakazywała, żeby dzieci nie były grubaskami. No to w końcu będą tymi grubaskami czy nie, bo raz bułki są złe i rząd z nimi walczy niczym bolszewicy z kontrrewolucją, a zaraz później już takie złe nie są. Oto czym zajmuje się rząd w III RP. Kombinuje co tu jeszcze zakazać, nakazać i kogo jeszcze bardziej obrabować. Widać ważniejsze decyzje są podejmowane gdzie indziej, jak nie w Berlinie czy tam Brukseli, to przez jakichś ubeków, którzy czort wie gdzie mają te swoje apartamenty.

 

Rząd zajmuje się rozwiązywaniem problemów, które sam stworzył, a tymczasem państwo chroni przestępców i to w biały dzień. Niedawno pisałem o tym, że byłoby lepiej gdyby nie było policji, prokuratur i sądów, bo wtedy ludzie sami wytłukliby przestępców i byłby spokój, a tak to te rakotwory zajmują się ochroną przestępców przed poniesieniem przez nich zasłużonej kary i nawet zostałem za to skrytykowany. Ale co tam. Oto bowiem życie potwierdziło moje słowa. Z więzienia władze wypuściły pedofila, który zaraz później zgwałcił chłopca. Co prawda został ujęty przez policję, ale chyba tylko po to, żeby ludzie go nie rozszarpali na kawałki i przewieziony gdzieś, w nieznane miejsce, żeby czasem więźniowie nie mogli się z nim policzyć po swojemu, co zresztą w gromkich krzykach zapowiadali. Za jakiś czas pewnie historia się powtórzy, znowu przez nikczemność jednych ucierpi drugi, ale kogo to obchodzi. Uczciwego człowieka nikt i nic nie chroni, a przestępcę całe państwo.

 

Za to pani premier Kopacz, po triumfie w walce z cukierkami w szkolnych sklepikach, w asyście zgonionych na tą okoliczność dzieci, podjęła koleją (diabli wiedzą, którą to już) ofensywę przeciwko dopalaczom. Ileż można się tak wygłupiać? Nawet średnio zainteresowany polityką człowiek, może się zorientować, że rząd już tak parę lat walczy z tymi dopalaczami i jakoś nie może tej walki wygrać, co tylko wskazuje, w najlepszym razie, na nieudolność rządu. Za to powiedzieli w telewizorze, że w tym roku Polaków z Polski wyjechało jeszcze więcej niż w ubiegłym. Tu rząd odniósł więc sukces. Skoro w Polsce jest coraz mniej Polaków, to przecież można przyjąć jeszcze więcej muzułmanów. Nawet jakiś mądrala z tytułami chciał ich tu całkiem sporo! Że to niby będą na nas pracować. Jakie to durnoty ludziom do tych pustych głów przychodzą.

 

Na zakończenie, żeby nie było tak smutno, przydałoby się napisać coś optymistycznego. Ale co? Chyba tylko tyle, że jeszcze można stąd uciec. Ktoś może powiedzieć, że co to za pociecha. Ale jednak jest. Bo przecież trudno zaprzeczyć, że z niemieckiego obozu Auschwitz było trudniej wydostać się niż obecnie z Polski.


Podziel się
oceń
4
2

komentarze (20) | dodaj komentarz

Sprzedam „Mój głos”. Czyli przed wyborami

sobota, 10 października 2015 2:42

Chcieliśmy demokracji, to ją mamy – powiedziała lekarka, której to złożyłem wizytę z powodów medycznych. Ale mówiła to takim jakimś niezadowolonym głosem, że aż nabrałem podejrzeń, że się wcale z demokracji nie cieszy. Dziwne.

 

A może wcale nie dziwne, gdy zastanowimy się kto ma korzyści z demokracji, która podobno jest w Polsce? Na pewno ci, którzy dzięki demokratycznej procedurze, jaką jest głosowanie, załapali się na miejsca przy korycie i mogą żreć i pić aż im się z pysków ulewa. A jest ich od cholery i posłowie i ich rodziny i senatorowie i ich rodziny i prezydent państwa i jego rodzina, premier i jego rodzina, ministrowie i ich rodziny, marszałkowie województw i ich rodziny, prezydenci miast, burmistrzowie, starostwie itd. i ich rodziny, radni do sejmików wojewódzkich, rad powiatowych, miejskich i ich rodziny, członkowie komisji, tych takich, co to pilnują listy wyborców i siedzą w tym samym pomieszczeniu co stoi urna, do której wrzuca się kartkę z krzyżykami. I oczywiście ubecy, którzy kręcą tym kramem, bo to ludzie gromy ciskają jak nie na Tuska, to na Kaczyńskiego, jak nie na Millera, to na Kopacz, a oni sobie mogą spokojnie leżeć do góry brzuchami i zbijać kokosy.

 

A co z demokracji ma taki zwykły człowieczek jak ja, mieszkający w małej mieścinie, gdzie nie zagląda ani pani premier Ewa Kopacz ani pani poseł Beata Szydło? W pierwszej chwili chciałem napisać figę z makiem, albo wprost: gówno. Ale chwila refleksji wystarczyła, aby dojść do wniosku, że same nieszczęścia. No, może nie same, ale jednak całkiem sporo.

 

I wcale nie chodzi mi tu o straszliwe rozmnożenie się urzędników. Za komuny było tego dziadostwa mniej, a teraz jak nasrał. Wiadomo, ci urzędnicy, którzy się tak rozmnożyli, to ci sami osobnicy, albo ich dzieci, którzy za komuny siedzieli w biurach zakładów pracy. Zakłady szlag trafił, ale przecież osobnicy, którzy potrafią tylko siorbać kawusię, tupać kopytkami łażąc po korytarzu i pierdzieć w stołek, nie wezmą się za uczciwą pracę. Oni muszą mieć stołki. Jak to okupanci. No i mają, wtedy w zakładach pracy, teraz w urzędach. Nie chodzi mi też o to, że przed każdymi wyborami trwa festiwal obietnic. Na szczęście politycy, jak już dopchają się do koryta i biorą się za żarcie, chlanie i kupowanie futer dla żon, zapominają o tychże obietnicach. Chodzi mi o coś innego. Niestety, przed wyborami, rządzący przekupują pewne grupy, żeby pozyskać ich głosy i żeby mogli dalej siedzieć przy krycie, żreć, kraść i tak dalej.

 

Oto jeden przykład. Pani premier Ewa Kopacz zapowiedziała przekazanie dużej sumy pieniędzy bibliotekom, żeby biblioteki mogły kupować nowości. Co za idiotyzm, żeby kupować nowości! Nowości są najdroższe. Wystarczy poczekać trochę i już te książki będą znacznie tańsze, a po jakimś czasie kupi się je za zupełnie rozsądne pieniądze. Ale dzięki pomysłowi pani premier Kopacz, zarobią wydawnictwa, te co zawsze i dyrektorzy bibliotek się wzbogacą, bo założę się, że te kreatury nie przegapią okazji, żeby się nachapać, a biblioteki zostaną wzbogacone o książki jedynie słusznych autorów, prezentujących jedynie słuszne poglądy, postępowe, europejskie, zboczone i tak dalej. A społeczeństwo zubożeje, bo przecież społeczeństwu zostaną te pieniądze na nowości wyszarpane, choćby z gardeł przez urzędy skarbowe. I takie mamy korzyści z demokracji, okupanci się bogacą, a okupowani biednieją.

 

Pomyślałem jednak, że może i mnie się uda coś uszczknąć z dobrodziejstw demokracji, choćby niewiele. Pani doktor przepisała mi medykament, którego nie kupiłem bo kosztował czterdzieści kilka złotych. Może więc choć tyle, żeby wystarczyło na medykament? Przecież partie przed wyborami wydają ogromne sumy, które wczesnej zrabował nam urząd skarbowy, żeby owe partie mogły nam, za nasze pieniądze, robić wodę z mózgu, wciskać kit i robić w konia. Wobec tego ogłaszam, że oddam „Mój głos” kandydatowi, lub partii, jak tam kto woli, który-a wpłaci na moje konto najwięcej pieniędzy. (Hi, hi) Ale niech to będzie jakaś rozsądna suma, a nie np. 1 grosz. Z czystej sympatii, nie za pieniądze, zupełnie gratis, że tak powiem jako wolontariusz, będą na swoim blogu (www.michalpluta.bloog.pl) i portalach, w których zamieszczam teksty, codziennie, aż do ciszy wyborczej, zachwalał kandydata lub partię, jak tam sobie chcecie. Aha i jeszcze nich mi da znać (najlepiej przez wpis na blogu, tam też znajduje się numer mojego konta), że wpłacił pieniądze, bo ja tam na konto nieczęsto zaglądam, bo i nie mam po co.

 

Pewnie nikt nie wpłaci, bo byłoby to tak, jakby mafia, zamiast ściągać haracze, rozdawała forsę. Ale przecież nie ma powodu, abym i ja nie spróbował skorzystać z dobrodziejstw demokracji. Przecież mamy demokrację, wolność, prawa człowieka czyż nie?

 

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Przychodzi chłop do lekarki i co z tego wynikło

środa, 07 października 2015 11:55

Przychodzi chłop do lekarski, a ta chce od niego skierowanie, które ten prezentował już wcześniej w rejestracji i które było tam skrupulatnie prześwietlane. No to chłop narzeka, że w tym wszystkim najmniej jest ważny lekarz i pacjent, a najważniejszy papier. Na co lekarka odpowiada, że chcieliśmy demokrację, to mamy. (Inna sprawa, że tyle tej papierologii, a tak naprawdę, to nikt ani na etapie wizyty u lekarza pierwszego kontaktu ani u lekarza-specjalisty nie wymagał ode mnie okazania dowodu osobistego i gdyby do specjalisty poszedł np. jakiś mój koleżka, to nikt by się w tym nie połapał.) Taka oto przygoda mnie spotkała parę dni temu.

 

 

Doprawdy nie wiem, dlaczego ludzie uważają, że jest w Polsce demokracja. Pewnie dlatego, że tą bzdurę słyszą ciągle w telewizorze. Najprostsza definicja demokracji, jaką podał nam nauczyciel w szkole, brzmiała: rządy ludu. Mniejsza już o ten lud, ale mniej więcej o to w demokracji chodzi. Tymczasem ani trochę nie mamy rządów ludu, obywateli, społeczeństwa, jak zwał, tak zwał, ale rządy służb specjalnych o komunistycznym rodowodzie, różnych mafii, sitw, koterii, pewnie agentów innych państw, jurgieltników i użytecznych idiotów, którzy też chcą się załapać na kasę pochodzącą z budżetu poważnych państw. Przykładem jest sprawa osiedlania w Polsce muzułmanów, którzy sobie obecnie wegetują gdzieś w obozach we Włoszech czy Grecji. Większość ludzi ich w Polsce nie chce, a rząd, mimo to, będzie ich w Polsce osiedlał. Większość ludzi nie chce, żeby rządzący kradli, a oni i tak kradną. Większość ludzi nie chce, żeby ziemie w Polsce mogli nabywać obcokrajowcy, a i tak rząd obcokrajowcom na to pozwala.

 

 

Ktoś może powiedzieć, że przecież są wybory. I co z tego, odpowiem. Za Stalina też były wybory, w PRL to nawet były i wybory i była demokracja ludowa, a później się okazało, że był komunizm, zamordyzm i demokracji ani trochę.

 

Wybory są w Polsce fałszowane i to zanim się odbędą. Służą do tego media. A owe telewizje, radia, gazety mają w swych łapach ubecy. I kogo chcą reklamują, a kogo zdefiniowali jako zagrożenie dla systemu, zwalczają po leninowsku, wszelkimi dostępnymi środkami. Gdy już ludzie są odpowiednio wytresowani, ubecy urządzają wybory. To nic, że wszystkich ludzi nie oszukają, ale o zwycięstwie tej czy innej partii w wyborach, decyduje większość. Ostatecznie można trochę pomóc podczas liczenia głosów. A jak nawet ktoś nie posiadający poparcia UB dopcha się do koryta, to i tak wiele nie zdziała, bo prawa nabyte, Trybunał Konstytucyjny, albo drugi pilot zachoruje.

 

Dzięki internetowi powstała, nazwijmy to, strefa niekontrolowana przez ubeków. To znaczy mogę sobie napisać artykuł i zostanie on gdzieś tam zamieszczony i ktoś to przeczyta, inny skomentuje, ktoś oceni, a i ja sobie to i owo poczytam. Ale sądząc po mądrościach wypowiadanych w programie, ciągle nagradzanego dziennikarza, Tomasza Lisa, którego to programu fragment, przełamując obrzydzenie, oglądałem, już niedługo władza, żeby nie było tego jakiegoś „hejtu”, wprowadzi w internecie cenzurę. No bo wiadomo, jak propagandyści służący ubekom na nas srają, to wszystko jest dobrze, postępowo i po europejsku, a jak nam się to nie podoba i w internecie o tym napiszemy, to od razu jest ten jakiś „hejt”, mowa nienawiści, faszyzm, antysemityzm itd.

 

 

A więc korzystajmy z internetu dopóki jeszcze możemy! Może to ostatnia taka kampania przedwyborcza. Zakończenie historii z chłopem i lekarką jest też optymistyczne. Co prawda, medykament, na którego zakup dostałem od pani doktor pozwolenie (zdaje się, że to się nazywa recepta) okazał się za drogi i go nie nabyłem, ale mogli mnie zabić, a nie zabili.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

O próbach literackich i jurgieltnikach

niedziela, 04 października 2015 23:19

Po długiej przerwie postanowiłem skreślić parę słów, choćby po to, żeby dać znać, że jeszcze żyję. Nie wiadomo jak długo, bo skoro policjant może zastrzelić człowieka, który wszedł na boisko i wszystko jest w porządku, to nikt nie może być pewny swego życia. A jak nam przestępca wyrządzi krzywdę, to policjant opowie nam, jak to nic nie może zrobić i żebyśmy sobie owego przestępcę sami złapali i przynieśli.

 

Ale to działanie jest też zupełnie bez sensu, bo i tak owego przestępcy ani policjant, ani sąd nie ukarzą, bo wiadomo przestępcy mają, wraz z organami państwa trzymać społeczeństwo polskie za pyski. Bo jak normalni ludzie będą się czuli bezpiecznie, to rozbestwią się i będą patrzyli na ręce władzy, policji, sądom i tak dalej. A tego to już mafie, które opanowała państwo polskie sobie stanowczo nie życzą.

 

Gdyby nie było policji, prokuratur i sądów, to ludzie wytłukliby przestępców i byłoby po kłopocie. A tak, to te wszystkie policje i tak dalej, tylko kombinują, jak tu zapewnić przestępcom bezkarność. A my spróbujmy się bronić i zbirowi nabijmy guza. Zapewniam, że od razu posypią się kary i wyroki. Szkoda gadać. Lepiej uciekać stąd, co już jakieś 2 miliony Polaków zrozumiało i pożegnało III RP.

 

Ale przecież nie ta smutna i mało odkrywcza refleksja spowodowała moje milczenie (bo nie liczę paru krótkich wpisów), ale chęć dokończenia powieści, o której kiedyś wspominałem. Prace nad ową powieścią trwały bardzo długo i gdybym wiedział ile czasu mi to zajmie, to cisnąłbym to w kąt i zapomniał. Ale zawsze wydawało mi się, że już niewiele wysiłku trzeba, aby zakończyć tą mękę, że już od teraz, to już na pewno będzie z górki i trwało to i trwało.

 

Na Prawica.net przeczytałem słowa zachęty, aby ukończył pracę, za które dziękuję. I skończyłem. Parę dni temu poprawiłem ostatnie zdanie, napisałem datę i wysłałem do wydawnictwa. Pewnie nikt tego nie wyda (bo raz, że najwybitniejsze dzieło, mówiąc delikatnie, to, to nie jest, dwa, byłby to debiut literacki, a trzy, powieść liczy 830 stron, a w druku pewnie wyszłoby tego znacznie więcej), ale na to już nie mam wpływu i właściwie, to na tym wcale mi nie zależy.

 

Powieść ma trzech głównych bohaterów. Jest więc konfederat barski (on jest narratorem, czy jak tam to się fachowa nazywa), Stanisław August Poniatowski i całkiem ładna, młoda szlachcianka o włosach koloru ciemnej nalewki ze śliwek. Nie będę pisał o akcji, bo nie wiem czy w tym zakresie wydawnictwa życzą sobie poufności, ale wspomnę, że podczas pracy nad powieścią sięgnąłem do albumiku poświęconego malarstwu z okresu stanisławowskiego. I gdy spojrzałem w oczy królowi (zdaje się, że był to portret w stroju koronacyjnych), to pomyślałem, że jak spotkam w niebie, czyśćcu albo piekle Ciołka, to mi się od najjaśniejszego pana oberwie.

 

Nie znam się na gatunkach literackich, ale pewnie moje dziełko zawiera elementy powieści historycznej, fantastyki historycznej, thrillera, kryminału, fantasy, horroru i pewnie czegoś tam jeszcze. Na kartach powieści jest siekanina ale jest też trochę o polityce, ale podane jest to w strawny sposób dla tzw. przeciętnego czytelnika, czyli kogoś nie zajmującego się profesjonalnie historią.

 

Podczas pracy nad powieścią przeczytałem trochę książek poświęconych XVIII wiekowi. Nie były to jakoś szczególnie starannie wyselekcjonowane lektury, ot sięgnąłem po to, co miałem na półce, to, co mogła zaoferować miejscowa biblioteka i ta, nie najgorzej zaopatrzona, w sąsiedniej miejscowości. Moja wiedza o XVIII wieku, dzięki temu, znacznie się poszerzyła, poukładałem też sobie w głowie parę rzeczy. Przyznam, że XVIII wieku nigdy nie lubiłem, bo to i upadek znaczenia politycznego Rzeczypospolitej, rozbiory, mężczyźni w pończochach, peruki itd.

 

Dlaczego więc wybrałem wiek XVIII zamiast mojego ulubionego XVII (wiem, wiem był i pończochy i peruki, ale chodzi o moje skojarzenia)? Wiek XVII to dla mnie, oczywiście piszę z pewną przesadą, świętość. Przyznam, że przeczytanie Trylogii, której akcja dzieje się, czy jak tam to się fachowo mówi, właśnie w XVII wieku, miało duży wpływ na moje życie, nie tylko zapoczątkowało, a może tylko zdynamizowało, już nie pamiętam, moje zainteresowanie historią. Jakoś nie czuję się godny, abym mógł ten wiek eksploatować, może też wszystko, co napisałbym byłoby tylko karykaturą "Ogniem i mieczem" i "Potopu". Niech tym zajmują się inni, zdolniejsi.

 

Skoro rozprawiłem się z dziełkiem literackim, czas poświęcić więcej czasu aktualnym wydarzeniom politycznym. A tu, zdrada, nikczemność i złodziejstwo na każdym kroku, czyli nic nowego. Coś mi się wydaje, że konfederaci targowiccy, w porównaniu z obecnie rządzącymi tą naszą biedną Polską, to całkiem porządni ludzie. Im Katarzyna obiecała, że nie będzie kolejnego rozbioru, a te łajzy tylko patrzą, jak tu wymienić jakąś cząstkę interesów Polski w zamian za własne korzyści.

 

I gdy im każą oddać Ukraińcom Przemyśl, to nam będą tłumaczyć, jakie same dobre rzeczy się dzięki temu staną. A co, nie? To zobaczcie, jak zachwalają konia trojańskiego w postaci muzułmanów, których mają już niedługo zacząć przesiedlać do Polski.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

niedziela, 20 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  51 042  

O mnie

Nazywam się Michał Pluta. Od wielu lat bezrobotny z tytułem doktora. Antykomunista, birofil i cyklista, który stara się znaleźć czas, żeby komentować to, co dzieje się w tej biednej Polsce.
Jeżeli zachcieliby Państwo wesprzeć wolne słowo, proszę o wpłatę na konto: 72 1090 2415 0000 0001 0705 7781.
Pozdrawiam!

O moim bloogu

Jest to przede wszystkim bloog społeczno-polityczny omawiający aktualne wydarzenia w Polsce.